http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/11/Bibimbap.jpg

Daleki, bardzo daleki wschód w Gdyni Chyloni.

Gdynia Chylonia. Klasyczna wielka płyta, z klasycznymi szarymi garażami, szarym parkiem, popsutą barierką przy schodach i grafitti na ścianach (jakby ktoś się zastanawiał która drużyna tu rządzi), monopolem itp. W ciągu przed takowymi garażami fryzjer, bodajże pasmanteria i miejsce które na bank mogłoby być pizzerią (taką z sosem czosnkowym po którym dwa dni nie wychodzisz z domu), mogłoby być kebabem, choć na pewno niezbyt popularnym (patrz napisy na ścianach), a jest… KOREAŃSKIM STREETFOODEM?!

I to niezłym. W którym zaa ladą widzisz gościa z blond grzywą (mógłby pewnie opowiedzieć wszystkie odcinki najpopularniejszych anime). W którym musisz znieść Gangnam Style i wszystkie cukierkowe koreańskie boysbandy. I w którym łatwo się zakochać, szczególnie gdy pozna się właścicielkę. Takowa Pani właścicielka, mimo że nigdy nie była w Korei, uczy się intensywnie ichniejszej kuchni, czatuje z koreańczykami i stara się działać tak, by było na maxa autentycznie. Zaczęła w małej budce na niedalekiej hali targowej (co u nas jest przedsięwzięciem dość samobójczym), później przeskoczyła tu gdzie jest obecnie i nie wygląda jakby chciała niedługo się pakować. Intensywnie się udziela na lokalnej scenie kulinarnej i można ją spotkać na różnych spotkaniach z azjatycką kuchnią w Trójmieście, na które przywozi pyszne kimchi, niesamowite sałatki (marchewka z imbirem i nieznanym czymś!) i stara się by było jak najlepiej. I dobrze.

Serio. Testowałem miejsce z 4 razy, wpadnę pewnie niebawem znowu,szcególnie na Bibimbap, czyli koreański ryż ze wszystkim, który jest totalnie super. Prosiak, brokuły, grzyby mun, marchewka, szpinak, jajko, wszystko potraktowane solidną porcją oleju sezamowego i chilli jest pozycją obowiązkową do spróbowania.

bibimbap

Podobnie zestaw sałatek z kimchi w roli głównej (ale też wspomniana wyżej marchewka), daikon i zielona fasolka z miso.

20160124_104642

Fajnie smakuje też kimbap (czyli różne wariacje na temat rolek sushi) i jjajangmyeon – choć połączenie makaronu, kurczaka i sosu z czarnej fasoli z ziemniakami jest tak niepolskie jak to tylko możliwe.

20160124_104836 20160124_104840

By nie było arcykolorowo to nieco blado przy tym wszystkim wypadł ramyon, mimo, że to fajnie rozgrzewająca zupa, no i Tteokbokli (meeen, ale te nazwy skomplikowane), które było po prostu trochę smutnie małe, choć ryżowe kluski, dość bliskie swojskim kopytkom i zalane sosem paprykowym z klopsami i jajkiem.

tkoboki

W menu pojawiły się japońskie omlety, więc niedługo będzie ciąg dalszy testowania :)

Tak sobie czasem myślę nad tym miejscem i zawsze mi się wydaje że to szalone przedsięwzięcie. Nie miałem jeszcze okazji być w Korei i porównać go z tamtejszymi lokalami, więc być może brakuje jakichś past i przypraw, ale wiecie co? OLAĆ TO! Jest to przygotowane z taką dozą zaangażowania, że niejeden lokal w centrum mógłby się uczyć. Jest mega smaczne, śmiesznie tanie (sprawdźcie menu) i warto tam zajrzeć. 

Adam Szostek

FB: https://www.facebook.com/koreanskieprzysmaki

A więcej o jedzeniu i szlajaniu się po Azji i nie tylko: https://www.facebook.com/longandroll