close
Cydr z Meli Melum. Degustacja i wrażenia.

Cydr z Meli Melum. Degustacja i wrażenia.

0udostępnień

Pewnego dnia zapukał do mnie kurier i wręczył mi przesyłkę. Z bardzo interesującą i wywołującą uśmiech na twarzy zawartością:

1148957_642234049186507_7941723660606917276_n

Moje doświadczenia z owym trunkiem były do tej pory żadne. Tym bardziej ciekaw byłem smaku wrocławskiego cydru. W myśl przysłowia „co dwie głowy to nie jedna” zadzwoniłem do Pawła Kotwicy celem ściągnięcia go na degustację.

Paweł: 

Kiedy Żorż zaprosił mnie do degustacji i oceny cydru, miałem tak zwane mieszane uczucia. Bo cydr piłem dosłownie pięć razy w życiu, większość degustacji nastąpiła kilkanaście lat temu w Niemczech (jeden z nich był zrobiony z gruszek, a nie z jabłek), jedna kilka lat temu, gdy poczęstował mnie nim produkujący cydr na działce kolega. Ostatni raz piłem cydr w pubie Elita. Ten ostatni był to wytwór koncernowy, mała flaszka kosztowała 9 złotych (ostatnio widziałem tam w promocji po piątaku), a jabłka do jego produkcji, jak wyczytałem w sieci, sprowadzane są do Polski (to nie żart) – z Niemiec.

Dlatego zaproponowałem, że skoro moja wiedza na temat owego trunku nie upoważnia mnie do przyjęcia roli eksperta, to przynajmniej postaram się wymyślić odpowiedni anturaż do jego konsumpcji. Ze spożywaniem zawierających alkohol przetworów z jabłek, kojarzą mi się dwa miejsca – kielecka Karczówka i park miejski w okolicach muszli koncertowej. Chodzi mi oczywiście o winka (głównie bodzentyńskie), które w latach wczesnomłodzieńczych stanowiły moje pierwsze kontakty z alkoholem. Nigdy nie zostałem ich fanem, z kilku powodów, i moje spotkania z, jak to mówili moi koledzy, „przesmacznymi jabczankami”, miały charakter krótkotrwały i incydentalny. Ale jednak były i nie mogę ich wymazać ze swojego życiorysu.

Żorża nie trzeba było długo namawiać do wizyty w parku, tym bardziej, że jego skojarzenia alkoholowe są podobne. Istniało pewne ryzyko, że konsumując jabłkowy napój alkoholowy na ławeczce, wpadniemy w szpony Straży Miejskiej lub nawet samej Policji. Dlatego przygotowałem sobie na poczekaniu bajeczkę, że oto „Panie władzo, robimy sesję fotograficzną dla gazety i potrzebne nam były odpowiednie plenery”.

Wizyta taka nie nastąpiła i mogliśmy spokojnie delektować się trunkiem, choć niewątpliwie wzbudzaliśmy zainteresowanie spacerowiczów. Bo park był tego popołudnia okupowany przez kielczan, którzy bawili się na jakimś festynie. Przez to nie sposób było znaleźć wolnej ławki w pobliżu muszli. Ale przycupnęliśmy grzecznie gdzieś w głębi parku. A że z muszli dobiegały nas słowa coveru „Whisky, moja żono…”, to uznaliśmy to za miłe uzupełnienie twórczej dla popijania cydru atmosfery.

Współtowarzysz biesiady zadbał o szklaneczkę, więc nie musieliśmy ciągnąć z gwinciocha oraz o odpowiednią temperaturę. Był więc mocno schłodzony (cydr, nie Żorż).

20140509_171236

20140509_171311

20140509_171326

20140509_171431

20140509_171709

20140509_171747

20140509_171754

20140509_171755

20140509_172143

Cóż mogę powiedzieć… Smakuje! Na pewno jest to idealny trunek na wysokie temperatury. Nie ma to nic wspólnego z ohydnymi sokami jabłkowymi, które koło jabłek nawet nie leżały, za to są nafaszerowane do granic możliwości syropem glukozowo-fruktozowym. Nie ma to nic wspólnego z piwami zaprawianymi na owocowo, którymi gardzę. Cydr to po prostu lekko gazowane, jabłkowe wino. Tyle, że mające szlachetny smak w przeciwieństwie do wspomnianych tanich winek z dawnych lat. No i dużo słabsze – ma zwykle tylko kilka procent alkoholu, w odróżnieniu od jaboli, które miały wyższy woltaż.

Smak cydru jest przyjemny, lekko kwaskowy. Mimo że zawartość alkoholu jest niewielka, obecność bąbelków powoduje, że po kilku łykach może lekko zakręcić się w głowie. Zresztą młodszy cydr był zapakowany do flaszki jak szampan i nawet lekko wystrzelił przy otwieraniu. Próbowaliśmy cydrów z dwóch roczników, była pomiędzy ich smakami wyraźna różnica, młodszy cydr był bardziej wytrawny, przyjemnie szczypał w język. Oba wyraźnie różniły się smakiem od polskiego cydru koncernowego. Bliżej im było do wspomnianego trunku produkowanego przez kolegę na działce w warunkach manufaktury. Jako piwosz zaryzykowałbym tezę, że mają znacznie ciekawszy i przyjemny smak, niż większość piw koncernowych i na pewno lepiej gaszą pragnienie.

Reasumując – jeśli będę miał dostęp do odpowiedniej jakości cydru w przyzwoitej cenie, a temperatura przekroczy + 30 w cieniu, nie odmówię sobie cydru i innym polecę.

Żorż: Paweł powiedział właściwie wszystko. Od siebie dodam, że mniejsza butelka to zeszłoroczna produkcja, ta duża zaś to pierwszy w tym roku cydr Meli Melum. Mały bardzo jabłkowy, półsłodki, bardzo orzeźwiający. Duża butelka ma na etykiecie informację, że mamy do czynienia z cydrem półsłodkim, dla mnie był nawet bardziej wytrawny niż półsłodki. I podobnie jak Paweł, stwierdzam, że jest to idealny napój na upalne dni, świetnie sprawdzi się do grilla, a także jako napój spożywany w towarzystwie. Polecam Wam gorąco cydry z Meli Melum, to może być hit tegorocznych wakacji. Z uwagi na małą produkcję szukajcie ich w pubach i restauracjach. Cen nie znam, ponieważ jak pisałem na początku, dostałem je w prezencie. 

Meli Melum w internecie: http://www.melimelum.pl

Meli Melum na Facebooku: https://www.facebook.com/cidermelimelum

P.S. Ta recenzja jest pierwszym wpisem dotyczącym cydru na naszym blogu. Pierwszym i nie ostatnim, bo MM obiecało nadesłać materiały, które wprowadzą Was w świat cydru.

 

 

Kraków na zimno, czyli Michał lodziarnie krakowskie odwiedza

Jak El Caballo zajadał się NOCARRBO w Los Hamburgeros

Dodaj komentarz