close
Co w food truckach pachnie? Kolejny przegląd nowości w street foodzie

Co w food truckach pachnie? Kolejny przegląd nowości w street foodzie

0udostępnień

Trzydniowy czerwcowy zlot pod Galerią Kazimierz był nie tylko gorący, ale też przyniósł ze sobą kilka smakowitych nowości. Uznane marki karmiły zacnie, a nowe – zaskakująco. Wystarczy wspomnieć, że ci, którzy spróbowali niektórych nowości w piątek, w kolejne dni zlotu przyprowadzali na nie swoich znajomych. I właśnie o kilku z tych nowości będzie.

Po raz pierwszy w Krakowie zameldował się food truck Klapsznita. Ślązacy przywieźli swoje klapsznity, czyli kanapki (tak się po ichniemu mówi na to, co zawarte jest w dwóch kromkach pieczywa). Ale jakie… Z szarpaną. Tak, wiem, szarpanina skończyła się na „Kill’Em All”. Już się wszystkim przejadła, opatrzyła, znudziła i w ogóle już nie wywołuje żadnego hype’u. A tu takie zaskoczenie. Pomiędzy dwie kromeczki złocisto-brązowiutkiego, naprawdę dobrego pieczywa, wjeżdża porządna porcja mięcha. Mięcha soczystego, pełnego smaku i aromatu. Do tego ser, warzywa (w rozsądnych ilościach), sosiwo i jest sztos. Na tle wszystkich tostowych kanapek, jakie ostatnio miałam okazję jeść, ta jest zdecydowanie numerem jeden. Prostota i smak. Nic więcej nie trzeba, bo efekt rozpieszcza kubki smakowe. 

Podczas zlotu oprócz trzech wersji kanapek można było jeszcze zjeść box w składzie fryty i szarpana lub fryty i chili con carne. Wybrałam ten drugi. I tu kolejne pozytywne zaskoczenie. Bo po wielu profanacjach tego meksykańskiego specjału wreszcie trafiłam na wersję godną polecenia. Dostałam dobrze doprawione mielone mięso z czarną fasolą o idealnej konsystencji. Nie utopioną w pomidorach czerwoną breję, tylko porządnie zrobione danie w streetfoodowym wydaniu. Zdecydowanie szanuję za takie podejście. Jak traficie gdzieś na Klapsznitę, nawet przez moment się nie zastanawiajcie, tylko jedzcie wszystko po kolei.

Kolejny debiutant w Krakowie to czarno-żółty truck o niepozornej nazwie Pychotka. Niepozornej dlatego, że pod tym niewiele mówiącym słowem kryje się eksplozja smaku. Jest „italiano” i to z pazurem. Do wyboru były cztery kanapki nazwane włoskimi burgerami. I tu taka mała dygresja, zanim przejdę do samych kanapek. Nie wiedzieć czemu, jakoś odruchowo-podświadomie cały czas raczej omijamy trucki z takim produktem. Czy to skojarzenie z byle jakim szkolnym śniadaniem? Samo sowo kanapka nie brzmi wystarczająco prestiżowo? Dobra, sandwich już jest taki bardziej z „amerykancka”, więc prędzej przykuje naszą uwagę. Szkoda, bo naprawdę sporo kulinarnych przyjemności można w ten sposób przegapić. 

Wracam do meritum. Buła – brioszkowa, delikatna, lekko słodkawa w smaku, kryje we wnętrzu włoską mortadelę. Nie, to nie jest ten poprodukcyjny odpad, który kiedyś królował na polskich stołach na zimno i w formie kotletów. To naprawdę wysokiej jakości wędlina. Kto był we Włoszech i miał okazję spróbować ten wie, jak bardzo jej smak różni się od tego, co znamy z przeszłości. Zupełnie inna liga i kaliber gatunkowy. Tych zgrillowanych plastrów jest naprawdę sporo. Do tego dodatki warzywne i nie tylko. Kanapka z jajkiem nie dość, że smakuje obłędnie, to jeszcze syci na długo. Całość jest lekka, zbalansowana, da się wyczuć poszczególne smaki. To zdecydowanie jedna z ciekawszych kanapek, na jakie można trafić w Polsce.

Toscania & Grill – to kolejny przysmak we włoskim stylu. W trucku dostaniemy robione na miejscu piadiny z różnymi dodatkami. Spróbowałam Rimini z wędzonym łososiem, świeżym ogórkiem, sałatą lodową, awokado, prażonym słonecznikiem, serkiem i rukolą. Lekkie, przyjemnie orzeźwiające, w sam raz na śniadanie, jeśli ktoś lubi łososia.

Mnie z tą rybą w wersji wędzonej akurat średnio po drodze, więc szybko poszukałam w menu czegoś innego. I znalazłam. Abruzja… Karmelizowana gruszka, gorgonzola, sałata dolce, rukola, świeże maliny, sos z serka kremowego, włoskie orzechy i sos balsamiczny. Coś pięknego. Słodycz gruszki, ostrość i wyrazistość sera, kwaśny posmak malin. Wspaniale to ze sobą zagrało. I ten orzech delikatnie chrupiący pod zębem. Akcent gęstego sosu balsamicznego też robi swoje. Sałaty są idealnie nienachalnym tłem do tej mieszanki smaków. A sama piadina (mega plus za wyrabianie i wypiekanie ciasta na miejscu), jest po prostu poręczna i w żaden sposób nie przytłacza tej pysznej kompozycji.

Kolejna nowość, jaka zajechała do słynącego z zapiekanek grodu Kraka, to 300 Stopni Food Truck. Specjalnie zostawiłam ich na koniec. Przywieźli swoje „zapieksy”. Półmetrowe. I tak uczciwe, że mogą z powodzeniem zostać umieszczone w Sèvres w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag. Pierwsza kwestia godna uwagi, zachwytu i odnotowania wielkimi literami – pieczywo wjeżdża nie do byle opiekacza, tylko pieca do pizzy. Wiecie, czym się różni pizza z pieca opalanego drewnem od pieca elektrycznego czy gazowego? No właśnie. To samo jest tutaj. Zupełnie inny poziom smaku. Pieczywo samo w sobie jest tak dobre, że zachwycasz się każdym kęsem. I chcesz więcej. W menu – krótko i zwięźle. Nie ma zyliona dodatków, więc nic nie leży dłużej niż powinno. Zapiekanka ze szpinakiem i serem feta była więcej niż smaczna. To samo pikantna, z kawałkami ostrej kiełbasy i papryczek. Ser – ciągnie się tak, jak kiedyś. Ekipa z Wrocławia wie, jak się robi w zapiekanki. Krakowskim wytwórcom wyrobów szumnie zwanych zapiekankami polecam korepetycje w 300 Stopniach. Albo chociaż przyjść i spróbować, jak porządne zapiekanki powinny smakować.

Ela Święcka

Na czerwcowej edycji festiwalu pod Galerią Kazimierz trafiły nam się trzy nowe trucki. 300 Stopni serwujący zapiekanki, Toscania & Grill serwująca piadiny, oraz Klapsznita. 300 stopni urzekło mnie pieczywem które po rozkrojeniu jest smarowane masłem i mocno ciągnącą się mozzarellą. Do tego połączenie składników w zapiekance Made in Poland to pozycja obowiązkowa moim zdaniem. Chociaż Szczepan tez jest niczego sobie. Dzięki temu że zamiast opiekacza używają pieca do pizzy uzyskują efekt mocno ciągnącego się sera oraz chrupkiej bułki. Zalecam używanie noża do przecinania nitek z sera, które robią się w trakcie jedzenia. Do tego rozmiar zapiekanki – mega wielki bo aż 50 cm!

Toscania & Grill. Trucków było na tyle dużo że niestety od nich próbowałem jednej pozycji. Była to opcja z włoskim salami i jalapeno. Sama piadina mocno delikatna. Salami mocne w smaku i aromatyczne pomimo cienkich plasterków. Jalapeno dodawało mocy całości przez co gdym tylko mógł, spróbowałbym innych opcji. Truck mocno na plus i godny polecenia.

Na koniec coś co zdobyło moje serce, a raczej żołądek. Pierwsze co mnie zaciekawiło to nazwa. Klapsznita. Po ślasku oznacza to po prostu kanapkę. I tak jest w tym trucku. Dwa tosty wypełnione szarpaną wieprzowiną z dodatkami. Do tego frytki. W wersji solo, z chili con carne lub z szarpaną wieprzowiną. Tu przyznaję się bez bicia. Dwa tosty i fryty trafiły w moje podniebienie. Delikatny i nie przesuszony wieprzek w opcji z jalapeno, bekonem, cheddarem i czerwoną cebulą to było niebo w gębie. Dawno nie jadłem tak dobrej szarpanej wieprzowiny. Frytki z chili con carne to absolutna petarda. Z kleksem śmietany i świeżą kolendrą to naprawdę dobra opcja na obiad. Świetnie doprawione i bogate w warzywa chili z chrupiącymi frytkami robią robotę. Tost z colesławem, sałatą lodową i cheddarem – miazga. Choć powiem szczerze że tost z bekon zajął szczególne miejsce w moim żołądku.

ElPolakoKrk

Kolejny festiwal pod Galerią Kazimierz, kolejny raz najlepsze w Polsce food trucki. A pośród samochodów z jedzeniem, jeden którego się szczególnie nie mogłem doczekać. Klapsznita to specjaliści od szarpanej wieprzowiny ze Śląska. Zamykają ją w tostach, ale też kładą ją na frytki, tworząc w ten sposób coś, co mam nadzieje stanie się w najbliższym czasie bardzo popularne w Polsce, czyli Loaded Fries. Co ważne, frytki z których korzystają są cienkie, czyli takie jak lubię najbardziej. Trochę przejadły mi się już frytki stekowe czy tradycyjne belgijskie smażone na wołowym tłuszczu. 

Ale do rzeczy. Z krótkiego i nieskomplikowanego menu wybrałem pozycję numer trzy, gdzie pulled pork zamknięty został w pięknie podpieczonym chlebie wraz z chrupiącym bekonem, cheddarem, sałatą, czerwoną cebulą, odrobiną papryki jalapeno, musztardą i majonezem. Prezentowało się to przepięknie, pachniało obłędnie. Pierwszy gryz zrobił na mnie ogromne wrażenie, chleb był chrupiący z wierzchu, ale miękki i delikatny w środku. Dodatki pozostawały gdzieś w tle, a na pierwszy plan wysunął się pulled pork. Jeden z lepszych pulled porków jaki jadłem w życiu. Ludzie, czego tam nie było. Na początek delikatnie słodko, po chwili lekko pikantnie, a przy tym wszystkim nie zgubiono najważniejszego, czyli smaku samego mięsa. Konsystencja też była wprost idealna, dokładnie taka jaką lubię, mięso było tak miękkie, że rozpadało się na włókna, jednocześnie stawiając delikatny opór pod zębem. Nie miałem wrażenia, że jem coś co zostało wrzucone na kilka minut do blendera, co czasami się w przypadku pulled porków zdarza, tutaj wieprzowina zachowała swoją strukturę. Bekon chrupał, ser się ciągnął, a chleb utrzymywał wszystko w ryzach i pozwalał wchłonąć się nadmiarowi sosów. Wszystko na swoim miejscu. Dawno żadna kanapka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, perfekcja w każdym calu, od pierwszego do ostatniego kęsa. Powiem szczerze, że w momencie pisania tych słów, na samą myśl o tym toście mam usta pełne śliny. 

Ponieważ kanapka wyrwała mnie z kapci, to kilka godzin później postanowiłem spróbować frytek z chili con carne. Porcja prezentowała się pięknie i ważyła swoje. Całe szczęście, że miałem się nią z kim podzielić, bo po zjedzeniu jej samodzielnie, głodny nie byłbym pewnie jeszcze do teraz. Frytki wysmażone w punkt, idealnie chrupiące mimo zalania chili. A chili wprost doskonałe, aromatyczne, nieprzesadnie pikantne, bliskie perfekcji. Powiedzieć, że smakowało mi bardzo, to solidne niedopowiedzenie.

Dnia następnego spróbowałem również wersji frytek z obłędnym pulled porkiem i zdecydowanie były to frytki które mogę umieścić w pierwszej trójce najlepszych jakie w życiu jadłem. Połączenie smaku szarpanej wieprzowiny i doskonale usmażonych frytek to coś, co mógłbym jeść codziennie i nigdy by mi się nie znudziło.

Będę wypatrywał Klapsznity i jadł u nich przy każdej nadarzającej się okazji. Sposób w jaki przygotowują swoją wieprzowinę powoduje, że tworzą jedne z najlepszych kanapek z mięsem i frytek, jakie jadłem w naszym kraju. Absolutny top. Szukajcie ich, nie będziecie zawiedzeni.

Michał Turecki

Ach ta Klapsznita! Nazwa osobom spoza Śląska nic nie mówiąca, więc wyjasniam, że to kanapka. Bo główną pozycją w menu jest kanapka z pulled pork w trzech wersjach. Pulled pork? Rany, przeciez to już było! Cały zeszły rok na każdym zlocie był co najmniej jeden food truck, który pulled porka przemycał w swoich potrawach. Nuuuuda, panie. Na pewno? Podszedłem do nich jako sceptyk, odszedłem wyznawcą. Tak dobrego pulled porka nie jadłem już dawno. Żadna tam chałtura na szybko, po prostu soczyste, długo pieczone w niskiej temperaturze, idealnie doprawione mięso zamknięte w pysznym chlebie. No palce lizać! Takiego street foodu nam trzeba! Najwyższy poziom i dbałość o każdy element. Nie będę więcej pisał, po prostu szukajcie ich i próbujcie, a zrozumiecie o czym piszemy. A frytki? O rany! Loaded fries to coś, czego w Polsce bardzo mi brakuje, bo ziemniaki dopakowane dodatkami lubię. A wzbogacone np. o fantastyczne chili con carne, które śmiało mogłoby znaleźć się w burrito i święcić tryumfy wśród miłośników tex-mex albo wzmiankowany pulled pork smakowały po prostu bosko. Porcja niby wydaje sie mała, ale po zjedzeniu czujecie sytość. I o to chodzi. Polecam.

300 Stopni Food Truck to auto z Wrocławia, w którym spotkałem starych znajomych. Pracuje tu Adam, którego pamietam z food trucka z domowymi pierogami, a także chłopaki z PickUp Burger. Bułki pieczone w tej samej piekarni, z której biorą buły do PickUpa. Piec do pizzy zamiast opiekacza. Krótkie menu. Musiało być dobrze. I było. Spróbowałem trzech pozycji i każda mi smakowała.

Każda była chrupiąca z wierzchu, ale mięciutka i soczysta w środku. Zasługa to dużej ilości klarowanego masła, jakie leją na bułki. Dzięki temu nie ma na tych zapieksach suchego miejsca. Plus fantastyczny, robiony przez nich sos pomidorowy. Moim faworytem została Made in Poland, bo połączenie sera, cebuli, kiszoniaka, kiełbasy, szczypioru i (w tym jednym wypadku) sosu musztardowego gra po prostu świetnie. Ale i pozostałe kompozycje wypadają bardzo dobrze. Tego trucka również polecam z całego serca.

W tym miejscu zakończę, mam jeszcze mnóstwo materiału, ale to już w kolejnych postach.

P.S. A mnie właśnie piadina Rimini w Toscanii smakowała najbardziej :)

Żorż Ponimirski

Klapsznita Food Truck – https://www.facebook.com/KlapsznitaFoodTruck/

Pychotka Food Truck – https://www.facebook.com/pychotkamortadella/

Toscania & Grill – https://www.facebook.com/ToscaniaGrill-144627022903001/

300 Stopni Food Truck – https://www.facebook.com/300stopni/

 

Nowe Zielone w Max Premium Burgers

Grillowanie zupełnie inaczej w wykonaniu Polish BBQ Team

Dodaj komentarz