http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/06/Zapiekanka-Toskašska-Chrupi•cy-Zak•tek-1050x788.jpg

Chrupiący Zakątek w Pabianicach

Podziwiam. Naprawdę podziwiam wszystkich ludzi, którzy chcą prowadzić swój biznes w mym mieście. Ile było już sklepów reprezentujących różne branże, ile było już lokali świętujących kolejne urodziny, by zamknąć się tydzień później, wszystko pada. Tramwaj też padł. Zresztą, może nawet lepiej. Przecież slalomem jeździł po tych krzywych torach. „Klątwa! Każdy się tu wykłada, takie miejsce przeklęte”. Choć nie, wielki kapitał się nie wykłada. Stonki rosną jak grzyby po deszczu, a sklepy spod znaku płaza będą niedługo na każdym rogu. Banki i apteki też trzymają się dzielnie. Tak jak my. Wciąż tu jesteśmy i wciąż jesteśmy głodni. Wrażeń też. Kto nas nakarmi? No jest kilku śmiałków. Teraz jedni z nich, dotychczas mający lokal na Starówce, przenoszą swój biznes w rejony betonowego lasu nazywanego Bugajem. Duży las, duże skupisko lokalsów, sporo przyjezdnych, bo sypialnia Łodzi, naprawdę dobry rynek, jest kogo karmić. Chrupiący Zakątek, bo tak się nazywają, zasłynął w Pabianicach ponoć genialnymi zapiekankami. Do niedawna dla mnie „ponoć”, jako że do poprzedniego punktu jakoś nigdy mi było nie po drodze, za to nowy rozreklamowała mi koleżanka z pracy i musiałem iść, bo by mi zołza żyć nie dała, a dodatkowo natknąłem się też na artykuł o nowym obliczu Chrupiącego Zakątka w lokalnych mediach. To była środa? Tak, środa. Siódmy czerwca. Żar lał się z nieba, żołądek wykrzykiwał, że chce żreć, podwózkę miałem idealną po pracy, akurat kawałek od lokalu, mówię, zajrzeć muszę. Od wejścia miłe zaskoczenie. Wnętrze niewielkie, ze sporym barem, iście westernowe drzwi na kuchnię, całość utrzymana w minimalistycznym tonie, ale bardzo przytulna. Ludzie czekali na wynosy, kolejni chrupali swoje porcje, znajomi okupowali jeden ze stolików. Znaczy, można jeść bez obawień. Kartą się zapłacić da? Nie dało. Ale spokojnie. Już tę opcję spięli z Chrupiącym Zakątkiem. Szybki krok do bankomatu, powrót. Za barem pojawia się właścicielka i zaskakuje mnie pytaniem, czy przyszedłem ich opisać. Fokyn szyt. Rozpoznali mnie. Fejm się zgadza. Menu oblukałem trochę w pracy, lecz decyzję podjąłem na miejscu. Mała zapiekanka Toskańska z sosem pomidorowym i hot dog, a właściwie Chrup Dog, o wdzięcznej nazwie Diablo Dog, co miał mi pysk wypalić. W każdym razie na groźnego w menu wyglądał. Kolejne zaskoczenie podczas wizyty – pytanie o kiełbasę do hot doga. Tak, kiełbasę! Spodziewałem się jakiejś parówki, dostałem do wyboru białą lub wędzoną kiełbasę. Prawdziwą, nie z marketu! Duży plus. Usiadłem wygodnie dupą na krześle przy stoliku ze znajomymi, gadka szmatka, czas zleciał szybciej i wjechała mała Toskańska na drewnianej desce do krojenia. Dwadzieścia siedem centymetrów buły pokrytej farszem z pieczarek, kawałkami kurczaka, suszonymi pomidorami, spojonymi dużą ilością sera, sosem pomidorowym własnej roboty i rukolą. Wizualnie robi wrażenie. Widać, że ręczna, starannie wykonana robota, nie jakiś gotowiec z zamrażarki. Chrup raz, tak chrupię w Zakątku, chrup dwa, chrup trzy. Naprawdę bardzo przyjemna w odbiorze. Od początku do końca wykonana z dobrej jakości składników w ilościach hurt, więc nie mogło się nie udać. Cieszę się, że wybrałem sos pomidorowy. Idealnie zgrywał się z całą kompozycją, zachowując balans smakowy i podnosząc jakość odbioru zapieksa.

Zjadłem, poczułem sytość, a przecież przede mną był ostry zawodnik. Oto on – Diablo Dog. Szczerzył na mnie papryczki jalapeno i chilli, pod którymi skrywała się zatopiona w bule kiełba i tabasco z ziomkiem w postaci ostrego sosu. To sobie narobiłem. Czas na atak. Wgryzłem się najpierw w kiełbę. Soczysta, ewidentnie z mięsiwa, nie jakiś trocin, fajnie przygrillowana. Robi robotę. Buła mocno opieczona, jak dla mnie aż za mocno, jednak efekt Chrup Doga osiągnięty. Chrupie! Im dalej w las, tym gorzej. Może wyjaśnię, czym jest to gorzej. Nie to, że nie smaczne. Po prostu otrzymałem poczwórny atak ostrości na kubki smakowe, aż mi się w nosie zakręciło, a w połowie długości Diablo Doga musiałem skoczyć po napój. Paliło, jednak lubię ten hardkor.

Po konsumpcji miałem przyjemność porozmawiać z przesympatyczną właścicielką, która zdradziła mi tajniki biznesu i smaku. Uwaga! Wymieniam! Żadnego mrożonego badziewia, kiełby do Chrup Dogów, jak i wszystkie bułki od lokalnych dostawców z tradycjami, sosy domowej roboty bez żadnej chemii, dużo serca włożonego w przygotowanie. Dla mnie bomba! Jak na taką jakość, wychodzi mega tanio, bo zapiekankę można zjeść już za 3,50 zł, Chrup Dogi zaczynają się od 8,50 zł, a porcja frytek w ilości „do porzygu” jest po 5 zeta. Do tego można wpadać na zupę dnia za grosiwa. Aż szkoda robić obiad, skoro Chrupiący Zakątek pod nosem. Moja ocena, tego gościa, co takie rzeczy z niejednego pieca jadł? 9,5/10. Dlaczego nie dycha? Czas na protip – mniej spiekać bułę do Chrup Dogów, bo za bardzo chrup lub ja tak trafiłem, a odbiór będzie w ogóle mega. Kto przeczytał, marsz na zapiekankę i zmierzcie się też z Diablo Dogiem. Ciekawe wrażenia dla podniebienia. Pozdrawiam, kończę, pa.

Arek Tysiak

Chrupiący Zakątek – Smugowa 8a 95-200 Pabianice

Facebook – https://www.facebook.com/chrupiacyzakatek/




There are no comments

Add yours