http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/09/IMG_2139.jpg

Chicks’n’Champs, czyli burgery i nie tylko

Dzisiaj kolejny gościnny wpis z bloga DJ Gotuje. Tym razem o niedawno otwartym krakowskim lokalu Chicks’n’Champs. Recenzja pierwotnie ukazała się TUTAJ, ja puszczam ją z pewnymi zmianami:

 

Chick’n’Champs – taką nosi nazwę nowy lokal, który istnieje od około 4 miesięcy na krakowskim rynku gastronomicznym. Jego wystrój i klimat nie mógł być inny z racji miejsca, w którym jest usytuowany. Lokal znajduje się przy Krakowskich Błoniach, a dokładniej przy ulicy Kałuży 1. Fanom sportu i piłki nożnej w Krakowie dobrze znany adres – mieści sie pod nim stadion jednego z najstarszych klubów piłkarskich w Polsce  – Cracovii. Do wizyty w lokalu skłoniliście mnie Wy drodzy czytelnicy i dziękuję Wam za to.

 

IMG_2123 IMG_2124

 

 

Do Krakowa udałem się w celach nie tylko gastronomicznych.  Gdy byłem w okolicy Stadionu Cracovii postanowiłem coś zjeść. Wszedłem do małego lokaliku na parterze, gdzie ujrzałem menu ładnie wypisane kredą na tablicy:

 

IMG_2120

 

 

Mój wybór padł na cheeseburgera. Obserwowałem  przygotowywanie mojego cheesa. Mięso trafiło na grill, gdzie smażyło się muskane ogniem. Aż mi się miło na sercu zrobiło. Usiadłem w oczekiwaniu na efekt końcowy.

 

IMG_2125

 

Dostałem zawinięte dwa pakunki:

 

IMG_2129

 

 

W jednym z nich znajdował się cheeseburger, w drugim frytki.  Na moimi stoliku wylądowały także: zestaw pierwszej pomocy, czyli ręczniki papierowe oraz zestaw reanimacyjny, czyli sosy.

 

IMG_2127

 

 

Odwinąłem pakuneczek z frytkami.

 

IMG_2131-300x200

 

 

Oczom moim ukazały się ziemniaki – nie jakaś papka z mączki ziemniaczanej uformowana w kształt frytki. Normalny, grubo ciosany  i usmażony ziemniak. Dostałem ślinotoku :) Myślę sobie: jeśli smakują tak, jak wyglądają, to się załamię jeśli burger nie nie będzie tak smakował, jak sobie to wyobraziłem podczas widoku przygotowywania go.

 

IMG_2133

 

 

Pierwsze wrażenia wzrokowe zapowiadały ucztę dla podniebienia. Delikatne przypalenia od ognia mięska i bułki oraz roztapiający się cheddar. Pierwsze kęsy potwierdziły, że mam do czynienia z zawodnikiem wagi ciężkiej, choć nie wyglądał na takiego. Nieduży burger za 12 zł, wielkością podobny do Big Maca, no może kapkę większy. Z góry chciałbym przeprosić mojego cheesa za porównanie do McBuły.

 

IMG_2139

 

 

Wysokiej jakości  wołowina oraz dobrze dobrane dodatki pieściły moje podniebienie z każdym kęsem, do momentu, kiedy z własnej głupoty nie dodałem musztardy ;) to był błąd na dwa kęsy na szczęście.

 

IMG_2140

 

 

Moje skłonności do eksperymentowania czasem mnie gubią. Musztarda była ok, ale okazało się, że nie pasowała do mojego burgera. Sama kanapka miała lekko słodkawy posmak, nie lubię czegoś takiego, ale szybko sie okazało znalazłem winowajcę – bułka. Zdarza się, zawsze musi sie znaleźć jakiś słaby punkt. Był piątek i nic nie zapowiadało, że wrócę tak szybko do tego lokalu.

 

IMG_2143

 

 

Na odchodne  wciągnąłem jeszcze hot doga z kiełbaską Leszczyńską.

 

IMG_2145

 

 

Wróciłem do domu i zbierałem się do napisania tej recenzji, ale czułem niedosyt. Więc postanowiłem, że przetrawię, prześpię z myślami, ale w uszach brzmiały mi słowa „zapraszamy na górę”. Biłem się z myślami cały weekend. W niedzielę okazało się, że w poniedziałek muszę być znów w Krakowie.  Plan miałem, wykonałem go i oddałem moją ukochaną lustrzankę do czyszczenia. Nie miałem co ze sobą zrobić, bo była godzina 11, żar lał się z nieba niemiłosiernie. Szybki rzut oka na okolicę i o rzut beretem widzę znany kształt stadionu. Zaskoczenie lekkie, zakotłowało się w mojej głowie, jak w kasynie po zwolnieniu wajchy jednorękiego bandyty, przed oczami wyświetlił mi się obraz Chicks’n’Champs.  Wskoczyłem w żółtego Solarisa teleportując się szybko do lokalu. Otwieram drzwi, idę po schodkach na górny poziom lokalu. Już podczas pierwszej wizyty zapraszano mnie, abym sobie obejrzał lokal na górze.  Myślę sobie: zjem jeszcze jednego hamburgera. Błąd! Nie dane mi było zjeść tylko hamburgera, ale do tego zaraz wrócę.

 

20130729_111319

 

 

Podczas wchodzenia po schodach kłębiły mi się w głowie różne myśli. Jedną z nich było …….. (w miejsce kropek wstawcie sobie dowolny wulgaryzm, jaki przyjedzie wam  do głowy) dlaczego mam moje lustro w czyszczeniu a nie ze sobą?! No nic, mam telefon, postaram się  zrobić jak najlepsze zdjęcia. Cały wystrój lokalu poświęcony jest sportowi.  Jak z amerykańskich filmów.

 

20130729_111303

 

 

Typowy Sports Bar z dobrym jedzeniem i sportową atmosferą. Kelnerki mają swoje firmowe wdzianka, takie jakie widuje się w amerykańskich barach sportowych.

 

20130729_111333

 

 

Niestety,  nie mogę wypowiadać się na ten temat jako autorytet, a swoją wiedzę czerpię z programów kulinarnych Gordona Ramseya  i filmach z Hollywoodu, ale tak sobie wyobrażam klasyczny Sports Bar. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane odwiedzenie jakiegoś kultowego baru w USA przy stadionie. Co do jedzenia, to jak najbardziej mogę coś nie coś powiedzieć. Lokal zrobił na mnie ogromne wrażenie, a widok zza szyby stolika na murawę stadionu mnie zamurował.

 

20130729_111503

 

No dobra, wracamy do jedzenia. Dostałem menu, a w nim klasyczne chicken wings, burgery, owoce morza oraz zupy. Zamówiłem zupę serową, zestaw skrzydełek i Buffalo Burgera. Po pierwszej wizycie na dole wiedziałem mniej więcej, czego mogę się spodziewać, ale lokal znów mnie zaskoczył.

 

20130729_111702

 

 

Zupa serowa z trzech serów: Gorgonzoli, Dor Blue  i Lazura dokonała zmasowanego ataku na moje kubki smakowe. Przepraszam za szowinizm, ale chyba wiem jak czuje sie kobieta podczas spełnienia.

 

20130729_111854

 

 

Moje kubki smakowe doznały orgazmu . Pomimo silnej depresji w tej chwili poczułem się szczęśliwy. Mój organizm zalała fala endorfiny. Lekko kwaśny smak i aksamitna konsystencja rozpływały się po moich kubkach smakowych. Niestety wziąłem małą miseczkę zupy, w obawie, że nie podołam reszcie zamówienia. Zupa była bardzo smaczna, ale brakowało mi finiszu. Przyczepić się muszę do słonych herbatników podanych z zupą. Szkoda, bo zupa fantastyczna i aż prosiła się o dobre, podane osobno grzanki, które klient mógłby sobie sam dosypywać, ale to drobny szczegół – liczy sie smak zupy, który był wyśmienity.

 

20130729_113108

 

 

Zaraz po zupie wylądowały na stole skrzydełka i Buffalo Burger. Pierwsze zaatakowałem skrzydełka: były pół na pół Chicks (łagodne) i Champs (ostre). Zamawiałem skrzydełka z duszą na ramieniu, po tym co mnie spotkało w American Bull , gdzie podano mi skrzydełka a’la sushi. Tamto przeżycie zostanie na długo w mojej pamięci, ale to już było i mam nadzieje, że nie wróci szybko. Wracamy do Chicks’n’Champs. Skrzydełka bardzo apetycznie wyglądają, dodatkowo mamy podane „frytki” z marchewki i selera naciowego oraz serowy dip. Cała kompozycja prezentuje się godnie i smakowicie. Pierwszy kęs łagodnego skrzydełka dał wyczuć w sobie nutę jabłkowego posmaku.

 

20130729_113112

 

 

Posmak ten był naprawdę delikatny i nie zakłócał całej kompozycji, a wręcz ją uzupełniał. Przegryzane warzywami i maczane w dipie łagodne skrzydełka szybko zniknęły w czeluści mojego żołądka. Zabrałem się za ostre, zaopatrzony w system gaszenia pożaru w jamie ustnej, ugryzłem pierwszy kęs. Spodziewałem sie po rozmowie z kelnerką ognia piekielnego, jednak zaskoczył mnie kurak swą łagodnością. Skrzydełko było bardzo smaczne i, nie powiem, ostre, ale ostrość była zbilansowana. Ogólnie bardzo smaczne skrzydełka, dobrze przyprawione, a szef kuchni dysponuje dobrym smakiem, co w rezultacie daje nam duże szanse na dobre jedzenie.

 

20130729_113036

 

 

Ostatni w moje łapy wpadł Buffalo Burger, w który dumnie była zatknięta flaga Chicks’n’Champs. Nie powiem, efektownie to wyglądało. Frytki podane w stylowym koszyczku, jakby były w nim smażone. Zrobione z ziemniaków, jak już wcześniej wspomniałem.

 

20130729_113056

 

 

Burger:  solidna porcja mięsa, jakieś 200g czystej, soczystej wołowinki, bekon, warzywne dodatki, prażona cebulka i ser cheddar. Postanowiłem zdjąć górę dla pokazania Wam drodzy czytelnicy, co sie kryje w środku:

 

20130729_113929

 

 

Jak widać – na bogato. Bułka wydaje sie przypalona, ale nie jest. Dobrze wypieczone pieczywo, podgrillowane na ogniu razem z mięskiem, miało niesamowity,  bogaty bukiet smaku.

 

20130729_113045

 

 

Każdy kęs rozpływał się po podniebieniu i pieścił je, jakby chciał mi powiedzieć: będziesz tęsknił i długo mnie nie zapomnisz .

 

20130729_114130

 

 

Podsumowując: do tego lokalu skierował mnie jeden z czytelników, który zarzucił mi że jestem nie obiektywny i że tylko dwa lokale odwiedziłem. Wszedł mi na ambicje i sprowokował mnie do myślenia. Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia (z przed przebudowy stadionu, kiedy w tym miejscu stał grill bar z paskudnym jedzeniem), miałem na myśli jedno – właściciel przeniósł się z baraku na salony. Naprawdę byłem zniechęcony i podchodziłem z wielkim dystansem, a wręcz nastawiony wrogo od wejścia. Dobrze się stało, że odwiedziłem Chicks’n’Champs. Zakosztowałem naprawdę dobrego jedzenia, a wrażenie wywarł na mnie lokal bardzo pozytywne. Co prawda lokal istnieje od niecałych 4 miesięcy, ale to co podają  (o ile sie nie popsują jakościowo) doprowadzi według mnie do sukcesu. Zróżnicowana oferta cenowa pozwala każdemu spróbować i docenić smak oraz jakość podawanych burgerów.  Dobrze, że na krakowskim rynku gastronomicznym powstają nowe lokale, które dają świeży powiew smaku i jakości. Kibicuję co prawda nie piłce nożnej, a innemu sportowi, ale w tym lokalu czułem sie swobodnie. Dodałem sobie ten lokal do listy stałego nadzoru ;) znaczy będę wpadał i konsumował, a jak sie popsują – pierwsi się drodzy czytelnicy o tym dowiecie.

Smacznie pozdrawiam

DJ Gotuje

P.S. Chicks’n’Champs stawia wyzwanie swoim klientom w postaci trzy  kilogramowego hamburgera, jeśli zje się go w ciągu godziny to jest za darmo i dostaje się 6 pak Miller-a, jeśli nie to kosztuje 90 zł :) może ktoś z Was podejmie wyzwanie?

P.S. II. Dostałem przepis na zupę serową, jak tylko znajdę chwilę przyrządzę w swojej kuchni i podzielę się z Wami drodzy czytelnicy

Update 31.08.2013

Dziś byłem jeszcze raz, zjadłem kolejnego burgera i powiem, że nie potrafię go opisać. Bardzo mi smakował, drugiego Tex Mexa musiałem wziąć ze sobą, nie dałem rady jemu oraz zupie serowej, pokonali mnie dziś.

 

Recenzja ukazała się pierwotnie na blogu DJ Gotuje…

 




Post a new comment