Chicken McBites czyli dlaczego Mc Donald’s nie zna się na kurczakach.

Pamiętacie mój wpis o Chicken McBites? No to dzisiaj macie recenzję nadesłana przez Arka, gdzie bezwzględnie rozprawia się z kurczakowymi kuleczkami z Maka. Zapraszam do czytania:

Marka McDonald’s kojarzyła mi się od zawsze bardzo pozytywnie. Już od dziecka uwielbiałem ich restauracje, gdzie nie mogłem wręcz oderwać oczu od kolorowych plakatów reklamowych, prostego, aczkolwiek bardzo przyjemnego wystroju i kuszących mnie zabawek dodawanych do zestawów dla maluchów. Gdy przypomnę sobie szkolne wycieczki to zasadniczo nas, szkrabów, mało interesowały zabytki, historyczne ciekawostki czy nowe miejsca. Najważniejsze było trafić do McDonald’s i zatopić zęby w hamburgerze, uzupełniając trwającą przyjemność smakiem frytek oraz Coli, którą siorbało się łapczywie do samego dna. Z czasem nasze potrzeby związane z menu się zmieniały. Happy Meal zamieniliśmy na powiększony zestaw Big Mac czy McRoyal. Nadal jednak wizyta w Maku była w jakiś sposób, ekscytująca. Dziś także tam jadam. Dreszczyk emocji jednak zniknął, marka mi nieco spowszedniała, lecz myśląc o poczciwym hamburgerze, zawsze mam w głowie łukowate żółte M.
Ponieważ McDonald’s jest już od dawna pod ostrzałem krytyki ze strony dietetyków, czemu oczywiście się nie dziwię, bo to przecież smaczne, ale niezdrowe żarcie, koncern postanowił zmienić nieco swój wizerunek. Pojawiły się sałatki (choć kto na nie chodzi do Maka?), brokuły w cieście, zakręcone frytki i masa innych wynalazków. Najnowszym z nich jest, a właściwie są Chicken McBites, którymi według reklamy można podzielić się z przyjaciółmi. Jednak czy warto się tym dzielić z bliskimi nam ludźmi? O tym będzie na końcu. Póki co, przybliżę Wam czym w zamyśle twórców nowego wynalazku są Chicken McBites. Otóż są to kawałki soczystej piersi kurczaka otoczone złocistą panierką. Tak, to koniec opisu:)
Spróbowałem tego z czystej ciekawości. Myślałem iż jest to ot, coś idealnego na szybką i smaczną przekąskę. Stojąc w kolejce do Maka w CH Tulipan w Łodzi, w którym to też centrum obecnie pracuję, zauważyłem, że nawet na wyświetlaczach kas pojawia się informacja o nowej przekąsce. O dziwo, mimo dużej kolejki, nie zanotowałem, by ktoś to kupił. Czyżby ludziska już zdążyli się przekonać, że to nie to czego oczekiwali? Mniejsza o to. Zamówiłem dwadzieścia sztuk Chicken McBites, co kosztowało mnie 8,90 zł. Cena teoretycznie niewygórowana, choć w podobnej mogę zamówić mojego ulubionego Big Mac. Po dwóch minutach oczekiwania otrzymałem gorące pudełeczko wypełnione złocistymi kulkami, a także dobrałem sos. Zdecydowałem się na ostry chili z sokiem cytrynowym i oliwą.
Po otwarciu pudełeczka okazało się, że kuleczki wypełniają połowę jego przestrzeni i są bardzo mało. Rzeczywiście na „gryza”. Pachniały olejem i jakimś takim niewyraźnym mięsnym aromatem. Panierka stanowiła zwartą masę idealnie pokrywającą każdą z kulek. Pierwszym kęsem przepołowiłem nieskażony jeszcze sosem kawałek. Soczysta pierś kurczaka okazała się jakąś szarawą papką bez wyraźnego smaku i aromatu. Szczerze powiedziawszy poczułem się jakbym jadł styropian. Po zanurzeniu drugiej kulki w sosie nie czułem już kompletnie smaku Mak Bajtsów. Smak chili zabijał go kompletnie. Kolejną kuleczkę zjadłem, a właściwie przełknąłem bez sosu. Smaku znowu brak. Ponieważ nie należę do ludzi wyrzucających jedzenie, postanowiłem zjeść to „coś” do końca. Maczałem kulki w sosie i praktycznie połykałem. Gdy wyrzuciłem puste pudełko do kosza, cieszyłem się, że to już koniec tego kulinarnego dramatu. Szczerze powiedziawszy, wyrzuciłem pieniądze w błoto. I to bezsmakowe błoto.
Odpowiadając na moje wcześniejsze pytanie o dzieleniu się Chicken McBites z przyjaciółmi odpowiem: nie, nie dawaj tego pod żadnych pozorem znajomym, chyba że lubisz oglądać zniesmaczenie na ich twarzach. Ba, nie dawaj tych kulek nawet wrogowi. Po prostu miej dla niego litość.
Podsumowując, szkoda na to kasy, nerwów i żołądka. Przychodząc do McDonald’s pozostanę jednak przy moim ulubionym Big Mac, bo ten wychodzi im zawsze bezbłędnie. A przekąskę z kurczaka, zamówię jednak w KFC. Tak samo radzę Wam.

Autorem recenzji i zdjęć jest Arkadiusz Tysiak    
Miejsce: Centrum Handlowe Tulipan Łódź, Piłsudskiego 94
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



There are 4 comments

Add yours
  1. a_normalna

    Swego czasu też lubiłam Mc i tam jadałam. Ale stopniowo poznawałam inne smaki i od wielu, wielu lat jeżeli już tam wejdę i coś kupię to wyłącznie jedną z trzech rzeczy – frytki, lód lub shake.
    Dawniej wcinałam cheeseburgera, a potem przerzuciłam się na kawałki kurczaczka i ogólnie kurczakowe kanapki. Gdy przeprowadziłam się do Krakowa poznałam KFC i od razu zakochałam się w ich mięsie. Jakiś czas temu postanowiłam sobie przypomnieć jakie są kanapki z kurczakiem w Mc i myślałam, że to wywalę do kosza. W KFC jesz faktycznie pierś z kurczaka (widać to i czuć), a w Mc jest jakaś paskudna zmielona papka, która ani nie smakuje kurczakiem ani tak nie wygląda.

    Ps wiem, że to raczej niemożliwe, ale gdybyście byli jakimś cudem w okolicach Tarnowa to gorąco polecam przetestować bar Frasses. Coś jak Mc (to chyba węgierska licencja) ale taniej, stokroć smaczniej i naprawdę można się najeść tylko jedną bułką.


Post a new comment