close
Chicken Burger w Western Chicken, czyli fast foodowych przygód w Makro ciąg dalszy

Chicken Burger w Western Chicken, czyli fast foodowych przygód w Makro ciąg dalszy

0udostępnień

Poprzednio zjedliśmy tam klasykę fast fooda (bo kurczaków zabrakło) i nie byliśmy zadowoleni.

Tym razem przyjechaliśmy do Makro w porze południowej. Okazało się, że kurczaki są. Po krótkim zastanowienie doszliśmy do wniosku, że mamy ochotę na kanapkę. Wzięliśmy więc sobie po zestawie o nazwie Chicken Burger. W jego skład wchodzi burger z kurczakiem, frytki i napój 0,33 l. Cena: 14,90 zł za zestaw.

Burger: dwa duże kawałki panierowanej polędwiczki z kurczaka wsadzono w typową, sezamową bułkę, Dużą. Do tego kawałek sałaty, pomidor i ogórek (świeży). I sos – remulada.

Burger bardzo nasyca, mięsa jest dużo, towarzyszy nam właściwie w każdym kęsie. Bułka była miękka, nie przesuszona, warzywa nie przeszkadzały (bo było ich mało). Kurczak doprawiony dobrze (choć ci, którzy jedli w Chabo od razu zauważą różnicę), panierka była chrupiąca i generalnie mięso było smaczne.

Kanapka okazała się dobra, mam jednak dwa zastrzeżenia: bułka było ledwo ciepła, a sosu zdecydowanie za mało. Niby na zdjęciu wylewa się z burgera, ale tylko z przodu. Mimo że sos występuje w środku, mimo, że są warzywa to całość była trochę za sucha. Można dokupić sos za 1 zł (jest ich spory wybór), ale przy cenie 15 zł powinien być jeszcze jeden w standardzie. Majonez doskonale by się tu sprawdził.

Frytki: bardzo dobre. Serio, aż byłem zaskoczony. Zjadłem z przyjemnością. Nawet po wystygnięciu były smaczne. Podawane są w tekturowym pudełeczku, więc zjada się wygodnie i dłużej pozostają ciepłe. Na oko jest ich 120 – 150 g.

Napój: wybierać możemy między puszkami napojów oferowanych przez Coca Colę. Cola się przydała, bo jak wspominałem Chicken Burger był nieco za suchy.

Podsumowując: za 15 zł możemy ten zestaw polecić. Był smaczny i nasycający. Mimo drobnych uwag wyszliśmy zadowolenie. Do wyboru w Western Chicken mamy kilka zestawów oraz tortille i kebaby z kurczaka.

Western Chicken mieści się w hali Makro na ulicy Transportowców 15.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Niedziela pod znakiem sera, czyli Kanapka Drwala i Serki Camembert w McDonald’s

Kebab kebabowi nierówny, czyli Marika testuje

6 komentarzy

  1. W moim mieście ostatnio otwarto Western Chicken, więc pohasałam tam radośnie. Zamówiłam zestaw z polędwiczkami i frytkami i do tego surówkę. Surówka smaczna, ale potem było już tylko gorzej. Frytki średnie. A polędwiczki okropne: chyba w ogóle nie widziały przypraw, a panierka była miękka i nasiąknięta tłuszczem. Do tego dostałam szaszetkę jakiegoś paskudnego ketchupu.

    Czyli niby sieciówka, a jednak loteria;)

    Milion razy lepiej wypadał podobny zestaw, który sporo razy jadłam w Tesco: 3 polędwiczki, frytki, surówka i napój za 7(!) zł. Polędwiczki były zawsze pikantne i pyszne, frytki przyzwoite, podobnie surówka. Ciekawe, czy mają ten zestaw nadal w swojej ofercie.

    1. A ja nawet nie wiedziałem, że to sieciówka. Na początku nie mieli tego szyldu, myślałem, że to ktoś po prostu wykupił miejsce i postanowił kurczaki sprzedawać. No proszę. Frytki były super, nawet napisałem, że aż się zdziwiłem, bo na ogół w takich miejscach frytki traktuje się po macoszemu. Panierka była u Ciebie nasiąknięta, bo zauważyłem, że robią tam jedną rzecz – przygotowują kurczaki na zapas. Poleży to i potem jest odgrzewane, nigdy nie będzie takie jak świeżo usmażone. Dlatego płakałem, jak zamknęło się Chabo w Kielcach – tam panierka była zawsze super doprawiona, a kurczaka robili na świeżo pod konkretne zamówienie, więc panierka chrupała, a mięso było soczyste.

    2. A to akurat święta racja – kurczaki leżą przygotowane na zapas w metalowych wanienkach w takiej ladzie, która chyba je cały czas podgrzewa. Bo przy podoawaniu tylko wyciągają je z tych wanienek prosto na talerz. Przynajmniej u mnie:)

      A Chabo niestety nie miałam okazji odwiedzić, więc nie mam porównania.

    3. No i właśnie tutaj zaczyna się loteria. Jak trafisz na świeżo smażone – wszystko jest OK. Jak Ci odgrzeją – bywa różnie. Jak wrzuca do mikrofali to panierka zatrzeszczy, ale mięso wyschnie. Na tłuszcz – jak im się spieszy to panierka tylko nasiąknie tłuszczem. My mieliśmy szczęście, bo smakowało jak świeże, ale widziałem, że ci co zamawiali po nas np. pałki i skrzydełka mieli już brane z tej lady i odgrzewane.

Dodaj komentarz