close
Chicago – część 4. Śniadanie w Lou Mitchell’s

Chicago – część 4. Śniadanie w Lou Mitchell’s

0udostępnień

To był jeden z żelaznych punktów programu. Moje marzenie. Zjeść śniadanie w kultowym dinerze Lou Mitchell’s. Czemu kultowym? Bo po pierwsze działającym nieprzerwanie od 1923 roku, a po drugie jest to pierwsza knajpka na równie kultowej Route 66. Droga 66 zaczyna się bowiem tuż przed oknami Lou Mitchell’s. Wystrój, atmosfera, położenie – to wszystko ciągnęło mnie jak magnes.

Po wejściu jeden z kelnerów lub kelnerek najpierw poczęstuje Was pączkiem, a później zaprowadzi do stolika. Śniadania serwują tu cały dzień, ale równie popularne są lunche. Niezależnie od pory dnia albo będziecie stać w kolejce przed wejściem, albo w środku będziecie musieli chwilę poczekać na stolik.

Cztery lata temu jak ognia unikałem kawy z dolewką, teraz jednak postanowiłem się skusić i nie żałowałem. Lou Mitchell’s ma swój własny blend i ta kawa będzie smakować także Europejczykom.

A co na śniadanie? Karta jest obszerna, ja zdecydowałem się na jeden z kultowych tutaj „jumbo fluffy omelette”, Maciek wybrał corned beef hash z jajecznicą i ziemniakami.

Do każdej pozycji dostajemy pieczywo, bardzo ciepłe, na chlebie rozpuszczone masło.

Maciek nie był zachwycony swoim śniadaniem, lubi jajecznicę niezbyt ściętą, a ta przypominała omleta. Żałował, że nie wziął jajek sadzonych. Smażone ziemniaki wymieszane z wołowiną z puszki lekko go przeraziły.

Ja leciałem do USA nastawiony na próbowanie wszelkich amerykańskich wynalazków, zresztą cztery lata temu zdążyłem przywyknąć, że ziemniaki i pieczywo to obowiązkowe składniki każdego śniadania, więc zaskoczony nie byłem. Poza tym rajcował mnie bardzo fakt, że wreszcie dane mi było zjeść w tym miejscu i swojego omleta z mięsem, cebulą i papryką zjadłem z apetytem.

Podsumowując: Co by nie mówić oba nasze śniadania były bardzo pożywne i dały nam siłę do łażenia po Chicago (tego dnia wg aplikacji w iPhonie przeszliśmy 17 km). Ja byłem bardzo zadowolony, bo dostałem to, czego się spodziewałem. Czy warto do Lou Mitchell’s wpaść na śniadanie? Mój Boże, tak! Tutaj poczujecie puls miasta, zjecie tak, jak jadają Amerykanie od lat, poczujecie klimat dużego miasta i zapragniecie ruszyć przed siebie Drogą 66. A jeśli nie przepadacie za klasyczną, amerykańską kuchnią, to wpadnijcie chociaż na kawę.

Lou Mitchell’s – http://www.loumitchells.com

Partnerami wyprawy są:

Dobre z Lasu

 Polsko – Słowacka Unia Kredytowa.

Patronat medialny nad wyprawą objął Dziennik Związkowy z Chicago.

Chicago – część 3. Italian Beef i hot dogi

Chicago – część 5. Food trucki w Wietrznym Mieście

Dodaj komentarz