http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/05/10167932_747287238656963_3058275691568763118_n.jpg

Cheeseburger Slow Food Diners, czyli nie tylko burgery

Odkryłem ich na Przeskok. Mały (wtedy) punkt serwujący ogromne i pyszne burgery. Nie ukrywam – kupili mnie przy pierwszej wizycie. Cudowne jedzenie, niesamowita pasja i tryskająca nawet ze ścian pozytywna energia – tak było w lokalu Cheeseburgera Slow Food. A potem przyszła katastrofa, czyli zadyma z właścicielem, a raczej nowym właścicielem, który z dnia na dzień ogrodził teren i wyburzył budynek. Na szczęście chłopaki mieli już trucka, którym (jeszcze nie oklejonym) zajechali na Street Food Festival by Tomasz Jakubiak na Wilanowie. O ile jednak burgery sprzedawane stacjonarnie miały 200 g mięsa, o tyle w food trucku sprzedawali 150 g. Marcin tłumaczył, że większy burger będzie po prostu niewygodny do wzięcia w łapę. Odwiedzaliśmy ich w food trucku, jedliśmy i gadaliśmy. Plany Marcina były coraz większe, problem był tylko ze znalezieniem odpowiedniego miejsca. Aż pewnego dnia… BUM!. Dostałem informację, że na ul. Emilii Plater otwiera się Cheeseburger Slow Food Diners, czyli oprócz food trucka znowu będzie można zjeść pod dachem.

20140516_140422A skoro lokal, to i większa karta, bo Marcin planował poszerzenie oferty o steki, sałaty i desery. Pierwsi poszli do nich Kaszpir oraz Brat Jarosław, ja miałem plan spotkać się tam z Marcinem Malinowskim, ale mój wyjazd do Warszawy musiałem przesunąć, on nie chciał czekać, więc poszedł sam. W ten sposób dzisiejsza recenzja pisana będzie na 8 rąk :) Będzie też dłuższa niż standardowe, ale opiszemy Wam naprawdę przekrojowo ofertę ChSF. Nie przedłużam – zapraszam do lektury:

Marcin Malinowski: 

Miałem poczekać na Zorża, ale, że moje obiadowe plany nie wypaliły – musiałem improwizować. Ta improwizacja doprowadziła mnie do Cheesburger Slow Food na Emilii Plater. Już wcześniej byłem ich fanem, dlatego od samego otwarcia miałem ochotę spróbować czy zmieniło się tylko miejsce, czy może smak też. Biorę BaconChesseburgera, do tego Mimolette,  mięso wybieram średnio wysmażone płacę 21 zł i czekam. Podoba mi się strasznie, że właściciele po pierwsze pytają, jak bardzo wysmażone mięso chcemy dostać, a po drugie jaki ser chcemy do naszego burgera. Kanapka pojawia się w towarzystwie salsy pomidorowej oraz własnej roboty sosu BBQ, który jest po prostu obłędny. Fanem salsy nie jestem, więc korzystam tylko z sosu BBQ.

image-1Po otwarciu burgera spotyka mnie mała niespodzianka. Poza obiecanymi piklami, rukolą oraz czerwoną cebulą, zauważam jeszcze jeden składnik – coś na kształt marmolady z czerwonej cebuli (chutney).

image-2I jest to strzał w dziesiątkę. Uwielbiam lekko słodki smak tak przygotowanej cebuli. Wszystkie dodatki są naprawdę świeże i dobrze skomponowane. Jeżeli chodzi o najważniejszy składnik burgera, czyli mięso – należy im się medal. Jest to po prostu 200 g świetnej jakości wołowiny, przyprawionej tak delikatnie, żeby wydobyć cały smak mięsa. Jeżeli chodzi o poziom wysmażenia – tutaj również nie mam się do czego przyczepić, wybrałem średnio wysmażone mięso i tak właśnie było przyrządzone. Jedyne delikatne zastrzeżenie mogę mieć do bułki – nie tyle do jej smaku, co do jej chrupkości. W moim przypadku bułka była zbyt mało zgrillowana, przez co troszkę zbyt nasiąkła i średnio trzymała całość kanapki. Tak czy siak, Chesseburger Slow Food oferuje w tym momencie jedne z lepszych burgerów w Warszawie.

Kaszpir:

Odkąd szef Marcin ze swoją ekipą stracili lokal przy Przeskok, kiedy to siły Zła postanowiły zburzyć historyczny pawilon, pozostawał nam jedynie ich firmowy foodtruck na imprezach i cierpliwe czekanie na nową odsłonę restauracji. Doczekaliśmy się jej w kwietniu i trochę na przekór innym gurmandzistom, postanowiliśmy wstrzymać z recenzjami i dać okrzepnąć kuchni i nowemu konceptowi. Łatwo jest krytykować lokal za wpadki na początku działalności, trudniej – obserwować postęp i cierpliwe wsłuchiwanie się w uwagi klientów. Ponieważ w pierwszej kolejności jestem zwykłym zjadaczem burgerów a dopiero w drugiej – recenzentem, postanowiłem dość rzetelnie potraktować zadanie oceny tutejszej kuchni.

Moje odkrycie – sandwicze (15 PLN). Przyznam, że nie zawsze mam teraz ochotę na burgera i właśnie to danie wytypowałem jako zwyczajowy ersatz. Świetnie zgrillowany kurczak z plastrem sera mimolette, duża porcja, i tak jak lubię – bez przesady warzyw. Oczywiście jest cebula, pomidor, ogórek ale zdecydowanie to mięso rządzi w tej kanapce. Mocno wysmażony boczek uzupełnia smak a salsa i zestaw frytek powodują, że po takim posiłku wychodzę porządnie najedzony.

WP_20140412_004 WP_20140412_009Caesar salad (19 PLN) – to inna wariacja z kurczakiem, której smak zaczyna się od znanego sosu, potem do głosu dochodzi sałata rzymska i drobno starty parmezan, później dołączają pomidorki koktajlowe, cebula i oczywiście anchovis. Chrupiące grzanki z bułki burgerowej, porządnie potraktowanej klarowanym masłem, uzupełniają tę kompozycję wraz z ziołami, których kucharz również nie żałuje. Jak dla mnie bardzo ciekawa wariacja – bardziej amerykańska niż pierwotna wersja Cardiniego, ale smaczna i pozostawiająca kubki smakowe w idealnym stanie.

WP_20140415_004Sałata steakowa (23 PLN) – kolejne znakomite danie dla faceta. Porządny kawał rostbefu, wysmażony na grillu wedle życzenia, wielkość zdecydowanie lunchowa, pozostawiająca jeszcze miejsce na deser, stejk podawany na świeżych pomidorach i niewielkiej ilości cebuli. Sałaty rzymska i rucola z gorgonzolą i prażonymi orzechami włoskimi (pycha!), lekko potraktowane z wierzchu sezamem – kurczę, niby proste składniki a w takim zestawie naprawdę świetne. I ta lekko skarmelizowana limonka, której sos uzupełnia całość. I niech się to nawet nazywa sałatką – balans mięsa i tak jest na duży plus i żadna sałatkowa anoreksja nam w tym wypadku nie grozi :-)

WP_20140412_012 WP_20140412_013

Brat Jarosław:

<<<<<Spisane zaraz po otwarciu…>>>>
Król śródmieścia powrócił!!
Jeszcze kurz remontu nie osiadł, baner żaden nie reklamuje przybytku, a już wszystkie miejsca zajęte. Dobrze to wróży lokalizacji…
To do dzieła! Wystrój bardzo surowy typu amerykańskiego. Kucharze za wielkim barem uwijają się żwawo, każda potrawa wychodzi z kuchni wg gustu szefa kuchni, albo jak ktoś sobie życzy inaczej, to według sugestii klienta.
Na pierwszy ogień wrzuciłem „firmowego” czyli Salsa Cheese (22 PLN). Ponieważ można wybrać ser, ja wziąłem mimolette do którego miłością zaraziłem się we Francji.
20140412_180749
Bułka wielka, miękka, niepsująca się od sosu, idealnie spełnia swoje założenie.
Nic nie ucieka wszystko pomimo wielkości trzyma się na miejscu – sztuka komponowania kanapki zachowana, technicznych błędów, jak suche obszary – nie stwierdzono.
Mięso to wzór soczystości, idealnie średnio upieczone, grubo mielone.
W środku dużo dodatków, w tym boskie pikle. Nutka sosu curry wybija się nad smak ketchupu –  co dodaje oryginalności i nie psuje smaku.
20140412_180812
W zestawie dostałem frytki, co do których smaku nie mam żadnych zastrzeżeń. Co najwyżej mogę ponarzekać na ich ilość w stosunku do ceny…
Całość posiłku dopełniła lemoniada własnej roboty. Spodziewałem się lemoniady typu amerykańskiego czyli cytryna + dużo cukru +woda, a tu na stół wjechał boski przysmak z mango, truskawkami, miętą i melonem.
Skomponowana idealnie na gorące dni – nieprzesłodzona, więc spełniająca swoją podstawową rolę.
Radość, radość, wielka amerykańska radość! ;)

Żorż: 

Ja chciałem popróbować czegoś poza burgerami. Ponieważ Marcin jadł burgera, Brat Jarosław także, Kaszpir zaś sałaty i sandwicze, zdecydowałem się na żeberka. Moja żona natomiast zamówiła sobie

VegeCheese (25 zł solo, 29 zł w zestawie).

W skład tego burgera wchodzi panierowany boczniak lub grillowane awokado do wyboru (żona wzięła boczniaka), mix sałat, krążki cebulowe, czerwona cebula, świeży pomidor i sos do wyboru.  O ile przy zamawianiu nie do końca byłem przekonany co do jej wyboru, tak kiedy Vege Cheese wjechał na stół zmieniłem zdanie. Był po prostu piękny:

20140516_143323 20140516_143326I nie tylko piękny, ale i bardzo smaczny. Boczniak duży i soczysty, w połączeniu z sosem czosnkowym i świeżymi warzywami smakował obłędnie i lekko. Smak grzyba dominował i zastanawiam się, jak by smakował w połączeniu z mięsem? Musze kiedyś poprosić, żeby mi takiego burgera zrobili. Bułka, oczywiście pieczona na zamówienie, trzymała całość w kupie.  Zdecydowanie warto się na VegeCheesa skusić.

Żeberka BBQ (32 zł)

200 g żeberek marynowanych w sosie BBQ z frytkami i kolbą mini kukurydzy:

20140516_143351 20140516_143354 20140516_143358Solidnie „polakierowane” świetnym barbekiem, robionym na miejscu, mocno dymnym i śliwkowym. Mięso poezja – mięciusieńkie i soczyste, niemal rozchodzące się na włókna po naciśnięciu widelcem. Kapitalne! Frytki to kolejny mocny punkt tego zestawu. Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku. Kukurydza – mięciutka, polana masłem i posolona świetnie uzupełniała zestaw.

Domówiliśmy jeszcze Skrzydełka Buffalo na ostro (19 zł). 200 g skrzydełek podane ze stripsami z selera naciowego i marchwi, do tego sos bluecheese. Od razu powiem, że sos obłędny i maczaliśmy w nim również frytki. Skrzydełka co ciekawe, bez panierki z mąki. Od razu marynowane w oryginalnym ostrym sosie Luizjana z dodatkiem bodaj bbq, soczyste i pikantne, ale ponieważ Luizjana była „rozcieńczona” innym sosem, to nie piekły zanadto.

Jedzenie popijaliśmy domową lemoniadą (6 zł), słodką, ale jednocześnie orzeźwiającą:

20140516_140959I kiedy myślałem, że to już koniec, żona zamówiła deser. A nawet dwa. Najpierw

Wspomnienie Key West (12 zł), czyli sernik z białej czekolady z sosem limonkowo-mietowym:

20140516_151844 20140516_151848 20140516_151858 20140516_151903Sernik to jedno z niewielu ciast, jakie jadam, a moja żona do tej pory tylko jeden darzyła estymą – paschę w łódzkiej Anatewce. Tutaj zgodnie przyznaliśmy, że mamy do czynienia z mistrzostwem świata. Trzeba spróbować!

A po serniczku przyszła pora na niesamowite połączenie serka mascarpone z konfiturą pomidorową (!!!) i truskawkami, zamkniete w kruchej bezie, czyli

Burger Beza (16 zł)

20140516_151825 20140516_151831 20140516_151841 20140516_152622Niesamowite połączenie smaków: słodkawo – wytrawna konfitura z pomidorów rewelacyjnie smakowała w połączeniu z serkiem i soczystymi truskawkami. Krucha beza świetnie pasowała zarówno do nadzienia, jak i owoców, którymi przyozdobiony był talerz. Kapitalny deser, ale polecam tym, którzy nie do końca się najedli, bo wielkość ma standardowego burgera i nasyca podobnie.

Uczta kosztowała nas 116 zł i absolutnie były to dobrze wydane pieniądze.

20140604_205954

Podsumowując: miejsce, które każdy, kto kocha dobrą amerykańską kuchnię, musi odwiedzić. Bez zbędnych ozdobników – po prostu POLECAMY!

Cheeseburger Slow Food Diners – Emilii Plater 36, Warsaw, Poland, także food truck.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć menu i wnętrza:

20140516_140628 20140516_141120 20140516_141326 20140516_141358 20140516_141402 20140516_141418 20140516_141430 20140516_142349 20140516_142410 20140516_142414 20140516_140628(0)




Komentarze

  1. […] Więcej przeczytasz na Street Food Polska. […]