close
Burgery w klimacie Meksyku, czyli wizyta w Blue Cactus

Burgery w klimacie Meksyku, czyli wizyta w Blue Cactus

0udostępnień

Kontynuując dążenie do zjedzenia burgerów w każdym miejscu w Warszawie, trafiłem do restauracji Blue Cactus. Na szczęście było nas troszkę więcej osób, także będę mógł pokrótce opisać nieco większą ilość serwowanych tam potraw. Na początku zamówiłem krem z kukurydzy z kawałkami kurczaka oraz świeżą kolendrą (16 zł). Zupa była bardzo smaczna, gęsta, bardzo kukurydziana, z wyczuwalną mleczną nutą. Kurczaka w zupie było naprawdę sporo, a kolendra na wierzchu sprawiła, że potencjalnie mdła zupa nabrała lekkiej świeżości.

image

Po zupie przyszedł czas na danie główne czyli burgera. W menu znajdziemy trzy wariancje burgerów – ja decyduję się na dumnie brzmąciego The Best (39 zł). W składzie według karty: 200 g wołowiny Angus, ementaler, bekon, ogórki konserwowe, cebula, sos BBQ oraz majonez. Wszystko zapakowane w domową bułkę Brioche oraz podane z frytkami i sałatką Coleslaw. Nie zostałem zapytany o stopień wysmażenia mięsa, więc zdałem się na kreatywność obsługi. Czekam około 15 minut i burger pojawia się na stole.

image-1 image-2

Na pierwszy rzut oka wygląda zachęcająco, roztopiony ser aż wylewa się z kanapki, jednak po otwarciu dostrzegam parę szczegółów, które przykuły moją uwagę – brak jakichkolwiek warzyw poza mnóstwem cebuli…prażonej.

image-4

Nie mam nic do cebulki prażonej – powiem więcej, uwielbiam ją, jednak jej za duża ilość potrafi zdominować całe danie. Pod mięsem znalazłem jeszcze ogórka konserwowego. Przejdźmy do smaku. Pierwszy gryz nie zapowiada nic dobrego. Bułka może i była świeża, ale niestety nawet przez sekundę nie leżała na grillu, przez co była dosyć krucha i bardzo średnio trzymała całość. W smaku lekko maślana. Mięso średnio wysmażone, dobrze przyprawione starało się wszystko ratować, jednak ilość prażonej cebulki skutecznie tłumiła jego smak. Ilość sera widać na zdjęciach – było go naprawdę dużo i był naprawdę smaczny. Jeżeli chodzi o frytki to opiszę je w dwóch słowach – suche i fatalne.

Kolejnym daniem, którego spróbowałem było Tequila Lime Prawns, czyli krewetki marynowane w ziołach, czosnku oraz sosie z limonki oraz tequlii. Za 56 zł otrzymujemy 8 nadzianych na patyczek, grillowanych krewetek. To jest na pewno mocna pozycja w tym lokalu. Krewetki były piekielnie ostre, co dla mnie było bardzo fajne, jednak cześć osób uznała je za zbyt ostre.

image-3

Na sam koniec spróbowałem deseru – Creme Brulee w trzech smakach – czekoladowym, pomarańczowym oraz waniliowym. Wszystkie były smaczne jednak jest jedno, ale… cukier nie był roztapiany na biężąco, tylko wcześniej, a sam deser jest trzymany w lodówce. Jak dla mnie psuje to troszkę frajdę z jedzenia tego typu deserów.

image-5

Podsumowując, jest to bardzo nierówny lokal, część rzeczy jest bardzo smacznych, natomiast niektórych nie poleciłbym nikomu, szczególnie biorąc pod uwagę ceny. 

Blue Cactus i Iguana LongueZajączkowska 11, 00-785 Warszawa

Testował Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie

 

Yem-To po hiszpańsku i po włosku

Tapiokowe szaleństwo, czyli wizyta w Bubbleology

Dodaj komentarz