http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2018/03/burger-station-burger-jajko-1-1050x788.jpg

Burger Station Kraków – Koza w winie, Dragon Breath, Egg &Bacon i Boczniak

Ela Święcka: Koza w winie i kilka zdań o pozostałych burgerach

W Burger Station zameldowaliśmy się w przedświąteczny poniedziałek godziną mocno popołudniową/zmierzająca ku wieczorowi. Dobra, była 18. Pora idealna na testowanie burgerów. Więc kilku spróbowaliśmy. A, że zebrały się na tym testowaniu trzy sztuki o różnych poglądach na burgery, to i spostrzeżenia każdego z nas były zupełnie inne. Ale po kolei.

Wybrałam (bo oczywiście nie może być zbyt prosto) kozę w czerwonym winie. Co my w niej mamy? Przede wszystkim 200 gramów sezonowanej wołowiny. Wołowiny, która niestety, mimo że była smaczna, rozpadała się. Nie mam problemu z tym, że burger nie jest idealnie uformowany. Ale jeśli kawałeczki odpadają, z każdej strony w trybie dowolnie przypadkowym, to o wygodzie jedzenie już można zapomnieć. Przechodzimy do reszty składników. Obok roszponki i pomidora mam całkiem zacnej wielkości kawałek dobrego, wyrazistego sera koziego, gruszkę w czerwonym winie,karmelizowanego buraka i sos malinowy. I to jest naprawdę fajne połączenie smaków. Słodycz buraka i gruszki w kontrze z serem i kwaskowym sosem malinowym – bajka. Sam burak i gruszka są bardzo dobrze zrobione – jędrne, smaczne i aromatyczne. Naprawdę fajnie to wszystko ze sobą gra. Ale zastrzeżenia mam do samej „technicznej” kompozycji kanapki. Wracamy do jej smakowych atutów – buraka i gruszki. Pokrojone są w dość duże kawałki. I przy próbie zrobienia tego, co z burgerem trzeba zrobić, czyli ściśnięcia go (bo takiego rozstawu szczęki, nie ma nawet największousty frontman Aerosmith Steven Tyler)… wszystko sobie wyjeżdża na boki. Plastry sprawdzą się tu chyba lepiej niż całe kawałki.

I teraz moment na który wszyscy czekają – bułka. Wzięłam i sprofanowałam. Bo do wyboru są dwie, a ja wybrałam nie tą klasyczną, tylko włoską, z kawałkami pomidorów i ziół. Zanim wzniesie się lament, że jak to tak można, od razu uspokajam – bułka jest na tyle delikatna w smaku, że nie wpływa na wrażenia gastryczne dostarczane przez zawartość. A przy tak wyrazistych smakach, jak ser kozi, burak i gruszka w winie to już w ogóle. Na plus dla buły na pewno smak i pomysł na logo na wierzchu. Na minus – burgera trzeba zjeść w miarę szybko, żeby pieczywo nie przesiąknęło sosem.

Ogólnie – cała kompozycja smakowo jest jak najbardziej godna polecenia. Techniczne kwestie można szybko wyeliminować i komfort jedzenia będzie jeszcze większy. Ale zaporowa moim zdaniem jest cena – 35 zł (w zestawie z frytkami i napojem to już 47 zł). Dużo.

Teraz już będzie krócej. Spróbowałam też burgera Dragon Breath. Jest mięso, majonez, sałata strzępiasta, pomidor, piklowana cebula (przyjemna w smaku), pieczarki, chrupiący boczek, prażona cebulka i dwa składniki, które mają robić nam jesień średniowiecza z przełyku, czyli pokrojone w plasterki papryczki jalapeno i własnej produkcji sos habanero rozsmarowany na bułce. To jest burger dla tych, którzy lubią na ostro. A tymczasem podniebienie delikatnie łaskocze jalapenio, a habanero ma tylko kolor. Nie może być tak, że sos habanero jest delikatniejszy od „halapsów”. Jeśli partia sosu nie wyjdzie, to trzeba ją przerobić na coś innego i zrobić następny, który ma odpowiednią moc. Bo co mnie, jako klienta obchodzi, że partia ostrego sosu nie wyszła, bo się ktoś walnął w proporcjach i dodał za dużo magicznego składnika niwelującego moc kapsaicyny? Cena – też 35 zł.

Egg & Bacon – mega szacun za jajko. No po prostu miodzio i palce lizać (dosłownie), bo żółtko było tak idealnie w punkt, że bardziej się nie da. Cena – 26 zł.

Boczniak – w klasycznej bułce mamy sałatę lodową, majonez, pomidora, czerwoną cebulę i ogórka kiszonego. I jest jeszcze panierowany boczniak, ale ale tak delikatny w smaku, że ginie gdzieś między sałatą a kiszonym ogórkiem. Zupełnie mnie to zestawienie nie przekonało. Wyjścia są dwa – albo nieco więcej boczniaka, żeby było go czuć, albo może jakiś inny, bardziej aromatyczny grzyb zamiast. Cena – 20 zł.

Jeszcze o jednym trzeba napisać. Wypijemy tu specjalnie robione dla Burger Station piwo – jasne pełne i lagera. 10 zł za butelkę.

PS. Feedback w postaci dłuższej rozmowy był od razu :).

Michał Turecki: Burger Station –  jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej

Dawno nie jadłem dobrego burgera. Ostatnio doba i tydzień stały się nieco zbyt krótkie i nie za bardzo miałem czas, żeby wyjść gdzieś na dobry kawałek mielonej wołowiny. Naprzeciw wyszli właściciele Burger Station, którzy zaprosili nas na degustację nowych burgerów, które niedawno pojawiły się w karcie lokalu. W Burger Station spróbować teraz możemy kanapek z kotletem z sezonowanej wołowiny. Nie ukrywam, że oczekiwania co do smaku miałem duże.

Wczesne wiosenne popołudnie, trzyosobowym składem stawiamy się na ulicy Wiślnej 10 w Krakowie aby organoleptycznie sprawdzić, czy nowe burgery są faktycznie tak dobre jak powinny być. Każde z nas zamawia po jednym burgerze, wybieramy bułkę, sos oraz stopień wysmażenia mięsa. Dla mnie oczywiście medium rare, aby móc w pełni rozkoszować się smakiem mięsa. Kilka chwil później na nasz stolik trafiają bardzo ładnie prezentujące się burgery w firmowych bułkach. Już na pierwszy rzut oka widać, że ciężko będzie je zmieścić w ustach. Bułka oraz składniki w środku tworzą wieżę, która nawet po delikatnym spłaszczeniu jest zbyt wysoka. W składzie wybranego przeze mnie Lesera znajdziemy: 200 gramów sezonowanej wołowiny, ser Lazur, rukolę, kwaśną śmietanę, majonez, pomidora i czerwoną cebulę. Na papierze wszystko do siebie pasuje. Po pierwszym ugryzieniu stwierdzam, że tak jest w rzeczywistości, bułka przynajmniej na początku trzyma wszystko dzielnie w ryzach, mięso jest wysmażone dokładnie tak jak sobie tego życzyłem, mocno słony ser w towarzystwie chrupiącej rukoli, soczystego pomidora, delikatnie pikantnej czerwonej cebuli i łagodzącej smak kwaśnej śmietany. Wszystko tutaj do siebie pasuje. Mięso przyprawione jest delikatnie, tylko po to aby wydobyć jego naturalny smak. Bułka niestety dość szybko zaczyna mocno nasiąkać sosami i się rozpadać. Ale jeśli jesteśmy bardzo głodni i nie mamy zamiaru robić naszemu burgerowi sesji zdjęciowej jak podczas pokazu mody, to nie przeszkadza to za mocno. Zjadłem ze smakiem i pomyślałem sobie, że takie mięso zasługuje na kompozycję banalnie prostą, z minimalną ilością dodatków. Trochę smutne, że w każdej z czterech nowych propozycji w menu, smak mięsa będzie czymś zdominowany. Czy to pesto, czy kozim serem, czy ostrymi papryczkami. Tutaj przydałoby się coś najprostszego na świecie. Jeden plasterek sera, odrobina cebuli i to wszystko. Wtedy moglibyśmy docenić w pełni smak tego, co powinno być w burgerze najważniejsze czyli mięsa. A to w Burger Station, jest naprawdę bardzo dobre. Udało mi się go nieco spróbować zanim zabrałem się za jedzenie całej kanapki i stwierdzam, że to pierwsza trójka jeśli chodzi o krakowskie kotlety wołowe wsadzane w bułkę. Następnym razem pewnie skuszę się na Cheese z serem, sałatą, cebulą, czerwoną cebulą, ogórkiem kiszonym i majonezem.

Ponieważ jesteśmy zawsze głodni, to na jednym burgerze na głowę skończyć się nie mogło. Zamówiliśmy jeszcze burgera z boczniakiem oraz z jajkiem sadzonym i bekonem. Burger z boczniakiem był smaczny, natomiast smak samego grzyba znikał gdzieś w całej kompozycji. Burger z serem i bekonem natomiast zdobył moje serce. Można się nim cudownie ubrudzić, bekon jest wysmażony na chrupko i bardzo smaczny, a jajko, również wysmażone w punkt, cudownie nawilża całość. To byłby prawdopodobnie burger, na którego najczęściej bym wracał.

Podsumowując, jeden z nowych burgerów w Burger Station, którego miałem okazję spróbować, okazał się bardzo smaczny, jednak ilość dodatków nieco przytłoczyła doskonały smak mięsa. Nie umiałem się jednak powstrzymać, kiedy zobaczyłem w składzie ser lazur, do którego mam ogromną słabość.

Co cieszy, to bezkompromisowe podejście do jakości serwowanych w Burger Station kanapek. Mieliśmy okazję chwilę porozmawiać z jednym ze współwłaścicieli miejsca i przekonać się, że jakość mięsa i pozostałych składników jest tutaj najważniejsza, a kanapki serwowane klientom muszą być powtarzalne i zawsze tak samo smaczne. Na pewno wrócę do Burger Station za jakiś czas i sprawdzę, czy wysoka forma się utrzyma.

Burger Station – Kraków, ul. Wiślna 10

Fb: facebook.com/BurgerStationWislna/




There are no comments

Add yours