http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/11/WP_20131127_002.jpg

Bo nigdy nie może być idealnie … czyli Chatka Babuni babskim okiem.

Dzisiaj z niekłamaną przyjemnością publikuję kolejną debiutancką recenzję – Ania obiecuje, że na tym się nie skończy z czegom bardzo rad. Ania odwiedziła Chatkę Babuni, którą w październiku nawiedził z przyjaciółmi Qń.

 

To moja pierwsza recenzja dla SFP – dlatego wszelkie moje żarty, anegdoty czy sentencje, które nie do końca będą śmieszyły (tak, jak śmieszą mnie) proszę mi wybaczyć i zignorować.

Na pierwszy ogień powinno brać się najlepsze – a jak wiadomo Chatka Babuni to na kulinarnej mapie Poznania lokal obowiązkowy do odwiedzenia. Dlatego więc idzie pod mój krytyczny nóż. Chatkę odwiedziłam wraz z moim J. w środowe popołudnie. Nie przypadkowo wybrałam środę – to dzień, w którym najłatwiej dostać stolik w miarę krótkim czasie (idźcie tam w piątek czy sobotę, postoicie pół godziny, to odechce się Wam jeść i 600 kcal mniej do spalenia). Pierwsze, co uderza zaraz od wejścia to hałas. Tłum, gwar, śmiechy, krzyki i ogólny chaos. Na szczęście nie ma kolejki do wolnych stolików, uff. Miła pani podchodzi i wskazuje nam stolik. Od razu wręcza karty, a minutę później przynosi przystawki (twarożek i ogórki kiszone). Zapomniała o chlebku, damn it! Ale ogóreczki i serek smaczne, no i będzie więcej miejsca na dania główne. Ja biorę krem pomidorowy (8,49 zł) i mix pierogów z pieca za 16,99 zł (obowiązkowo – te z wody możecie sobie kupić w Biedronce i ugotować w domu), smaki: buddy, z grilla, no i jeden słodki babci matrioszki z serkiem (te nazwy zawsze mnie śmieszą). A mój J. wybiera tym razem coś innego – placki ziemniaczane Polak-Węgier w wydaniu XXL (18,99 zł), a co! Mówię mu „będziesz żałował, nie dasz rady, nawet półtonowy byk by nie podołał”. Ale on oczywiście nieeee, da radę, głodny jest. To facet – a facetowi nie przepowiesz…

Zupa trafia po paru minutach na stół. Jak zwykle jedna łyżka i jestem w niebie. Ja nie wiem, co oni tam dodają do tej zupy, że jest taka nieziemska (feromony może jakieś?), znika w mgnieniu oka, na zdjęcie załapał się już tylko pusty talerz. Na danie główne czekamy, czekamy i …. uwaga uwaga! Nadal czekamy. Mija 50 minut, lokal jeszcze bardziej się zapełnia, a nasza miła pani zaczyna ewidentnie mieć problemy z ogarnianiem. Wreszcie przynosi nam dania. Pierogi jak zwykle pychota – naprawdę nie można im nic zarzucić. Zawsze pyszne, zawsze smaki w środku tak się komponują, że po prostu nie można ich nie lubić. Niby w karcie czytasz „kurczak, curry, pistacje, ananas” i myślisz: „nie… no to nie będzie razem dobrze smakować, ale dobra wezmę, spróbuję” a przychodzi danie i wszystko jest cacy. Porcja placków przeraziła mojego J. który patrzy na mnie znacząco (chciałby powiedzieć, że miałam rację, ale oczywiście się do tego nie przyzna). Jemy, jemy i się zachwycamy.

 

WP_20131127_001 WP_20131127_002 WP_20131127_003

 

Lokal robi się pełny, jest jeszcze głośniej i praktycznie trzeba krzyczeć do siebie, żeby się dogadać. No randki to tam dobrej nie będzie – chyba, że o 12 w południe, kiedy knajpa świeci pustkami. Ale jak już jesteście parą z wieloletnim stażem to żaden problem, przynajmniej można zająć się jedzeniem, a nie dyskusją. I tak rozumie się co trzecie słowo, kiedy buzia zapchana kęsem obiadu. Nasza pani kelnerka chwilami wygląda jak bizon otoczony przez stado hien, który nerwowo i bez żadnej koordynacji obraca się wokół (pojęcia nie mam, czemu mi się to tak skojarzyło ;). Z talerzy znikają pierogi, 2 placki zostają, a my z pełnymi brzuchami siedzimy i głęboko oddychamy popijając herbatkę. Niech się uleży, zanim będę musiała podnieść tyłek z krzesełka i dojść na parking do samochodu.

Ale żeby recenzja była taka, jak należy – musi być też puenta. A więc proszę! Jeśli jeszcze nie byliście w Chatce Babuni to się wybierzcie, koniecznie. Jadłam tam każdego pieroga z pieca, którego znajdziecie w menu i każdy jest wart tego, aby zjeść go ze smakiem. Warto tam iść, choćby dla samego tylko posiłku. Kilka wskazówek – wybierajcie dni w środku tygodnia i o godzinach, w których możecie się spodziewać, że inni nie jedzą (tak do 17:00). Dzięki temu istnieje szansa, że zostaniecie dobrze obsłużeni oraz nie będziecie musieli wrzeszczeć do siebie „smakuje Ci??!!! Tak??!!! No mi smakuje!!! Co mówisz???!!!”, i inne tego typu historie. Chcecie iść na pogaduchy z przyjaciółką, na pierwszą, drugą i piątą randkę, lub z grupą znajomych wieczorem na piwko i przekąskę? Wybierzcie inne miejsce.

 

Autorką zdjęć i tekstu jest Anka Poznanianka.

Chatka Babuni ul Wrocławska 18, Poznań na MAPIE GOOGLE.

 




There are no comments

Add yours