close
Barn Burger w dwóch odsłonach

Barn Burger w dwóch odsłonach

0udostępnień

Dzisiaj wpis podwójny. Barn Burgera odwiedzili, niezależnie od siebie, gladysh i Marcin Malinowski.  Zapraszam do czytania:

gladysh:

Zachęcony pozytywnymi opiniami o warszawskich burgerach postanowiłem skorzystać z okazji i spróbować jednego z nich podczas jednodniowego pobytu służbowego w stolicy. Wybór dość szybko padł na Barn Burgera, który nie uświadczył negatywnej opinii na SFP.

Mimo znikomej znajomości Warszawy, lokal znalazłem dość szybko i o dziwo, wbrew poprzednim recenzjom, nie miałem problemów ze znalezieniem stolika. Na wejściu powitały mnie wspaniałe zapachy podsmażanej wołowiny, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze trafiłem. Z wypisanego dość mało przejrzyście na ścianie menu nie znalazłem tego czego szukałem, więc z pomocą przyszedł mi natychmiast pan z obsługi, który doradził i idealnie dopasował się do mojego gustu. Wybór padł na burgera z podwójnym serem, ogórkiem, cebulą i sałatą oraz oczywiście frytkami. Cena z piwem – 30 zł, czyli naprawdę bardzo przyzwoicie. Mięsko miało być dobrze wysmażone, ale nie wysuszone, co zostało odnotowane na zamówieniu pięcioma kreseczkami, będącymi pewnie informacją dla kucharza.

Nie zdążyłem jeszcze dobrze usiąść i podpiąć tableta do kontaktu, po czym na stole pojawił się świetnie wyglądający burger z frytkami, sałatką coleslaw i sosami. Całość podana została na papierze śniadaniowym, który z kolei leżał na aluminiowej tacce, kojarzącej się nieco z PRL-owskim barem mlecznym, co jednak wg. mnie, dzięki swojej prostocie fajnie komponuje się z takim daniem. Szybkość podania burgera mocno mnie zaskoczyła, ale i sprawiła, że pojawiły się obawy co do stopnia wysmażenia mięsa.

 

barn_burger

Obawy okazały się jednak bezzasadne, a pierwszy gryz burgera wraz z sączącymi się sokami potwierdził wcześniejsze pozytywne opinie. Mięso było wysmażone zgodnie z zaleceniami, świetnie doprawione, z wyraźnie wyczuwalnym smakiem pieprzu, którym obsypane były także frytki. Jednak to czym kupili mnie kucharze była porcja, a właściwie PORCJA sera na burgerze. Porządny plaster tradycyjnego żółtego sera i cheddara, przy każdym gryzie ciągnął się jak w domowych zapiekankach. Poza serem i porządnym kawałkiem wołowiny, warzywa w środku dopełniały smak. Surowe krążki czerwonej cebuli i sałata miło chrupały w buzi, a ogórek ciekawie przełamywał smaki.

Delikatna bułka może mnie nie zachwyciła, ponieważ była zbyt mało podpieczona, ale na pewno nie przeszkadzała w jedzeniu, ani tym bardziej nie zepsuła smaku. Jedynym małym minusem, który mógłbym zapisać po stronie niepowodzeń był sos. No właśnie, nie za bardzo wiem jaki. Prawdopodobnie majonezowo-ketchupowy, czyli bez wielkiego szału, ale rozgrzeszam, ponieważ w miseczce podany został sos BBQ, który okazał się bardzo smaczny.

Był to mój pierwszy warszawski burger, ale od razu z wysokiej półki. Dodatkowy plus za miłą i ogarniętą obsługę, która jak widać zna się na rzeczy. Barn Burger zdecydowanie rozpala zmysły i zachęca do kolejnych odwiedzin, a niezbyt wygórowana cena powoduje, że przy kolejnej wizycie w stolicy zawitam tam na pewno raz jeszcze.

 

Marcin Malinowski:

Z racji odbywających się w Pałacu Kultury targów nurkowych byłem zmuszony udać się do Centrum. A skoro już byłem, to uznałem, że warto będzie wstąpić do Barn Burgera i przybliżyć Wam jakąś kolejną pozycję z tego lokalu. Padło na Szpetną Helę czyli 200 gr mięsa, 4 sery ( cheddar, mimolette, dor blue, mozzarella ), pesto szczypiorkowe, bekon, sałata, czerwona cebula oraz rucola. Całość podana w zestawie z frytkami, colesławem, sosem BBQ oraz salsą. Całość wygląda dość solidnie, jednak niestety nie jest pozbawiona wad. Chodzi mi w szczególności o mięso, które jest nawet smaczne, jednak stopień wysmażenia pozostawia wiele do życzenia. Mięso było niestety strasznie suche, tak, że pod koniec podlałem je sosem w celu łatwiejszego przełknięcia. Jeżeli chodzi o 4 sery, to o ile były tam naprawdę 4 sery, to było ich strasznie mało. Jedyny ser, który dało się minimalnie wyczuć to dor blue, co akurat dla mnie jako fana serów pleśniowych, było dobrą wiadomością. Gwoździem programu było w tym przypadku pesto szczypiorkowe. To właśnie ono grało tutaj pierwsze skrzypce. Bardzo intensywne w smaku, świeże pesto dominowało od pierwszego do ostatniego gryza. Dlatego też raczej nie polecałbym go jeżeli mamy w planie przebywać między ludźmi, w ciagu kilku kolejnych godzin :). Jeżeli chodzi o frytki, to również nie byłem nimi zachwycony, ponieważ niektóre był niedosmażone. Całość kosztowała mnie 26zł, co jakby nie patrzeć jest dość wygórowaną ceną, w szczególności przy tak podanym mięsie. 

image-1 image-2 image

 

Barn Burger – Złota 9 Warszawa. MAPA

Jedli dla Was: gladysh i Marcin Malinowski

 

Antler Poutine & Burger, czyli coś innego

Fastowo i domowo, czyli pub-pizzeria Magura

Dodaj komentarz