close
Baraninka w cienkim cieście, czyli Saray Kebab po raz drugi

Baraninka w cienkim cieście, czyli Saray Kebab po raz drugi

0udostępnień

No nie mogłem. Nie mogłem się powstrzymać po prostu. Musiałem rozwikłać zagadkę cienkiego ciasta w Saray Kebab! Jestem co prawda oddanym wielbicielem przaśnych chlebków, ale ponieważ podczas poprzedniej wizyty spróbowałem tylko kawałek kebaba w cieście i bardzo mnie zaintrygował, postanowiłem dać mu szansę. Tym bardziej, że po mojej recenzji kilka osób się tam udało i bardzo sobie go chwaliło, a do tego Saray zrobił promocję i małego kebaba sprzedają po 6 zł (do końca sierpnia), nie miałem więc już wymówki (i dobrze). A więc ad rem: wchodzimy z Ponimirską i zamawiamy dwa małe kebaby (oczywiście baranie!) w cienkim cieście. Płacimy 12 zł i siadamy do stolika, żeby poczekać. Obok nas pojawia się właściciel i częstuje herbatą. Bardzo miły zwyczaj. Bardzo! Mała rzecz, a cieszy. W środku było sporo osób, część jadła klasyczne kebaby, część dania obiadowe (które bardzo zacnie wyglądały i muszę w końcu ich spróbować). I tutaj mała dygresja: ludzie po 30-stce i starsi, którzy w swoim życiu przez wiele lokali gastronomicznych się przewinęli, byli zachwyceni. Natomiast osoby dużo młodsze, wychowane na „kebabach” z budek, które z kebabem mają wspólną tylko nazwę, nie do końca szczęśliwi. No cóż, jak ktoś za wzorzec kebaba stawia sobie np.  tortillę z Żytniej albo Smaczka, to raczej nie będzie umiał docenić smaku świetnie przyprawionej baraniny, będzie narzekał, że dostał turecki przaśny chlebek, a nie mrożoną bułę z Makro, że pita to nie bułka, tylko cieniutkie arabskie ciasto itp. Straszną krzywdę wyrządziły ludziom miejsca sprzedające „polskie kebaby”! Jak można porównywać przemysłowy, chemiczny „sos do kebabów” z robionym na miejscu ze świeżych papryczek?! Ale rozgadałem się, a miało być krótko. Więc dostaliśmy, co chcieliśmy, przy czym pomimo, że zamawialiśmy na wynos to i tak obsługa przyniosła nam to na talerzach do stolika, żebyśmy nie musieli podchodzić do baru. Ot, kolejny miły gest w stronę klienta. Wzięliśmy co swoje i wyszliśmy. Za 6 zł dostaliśmy średniej wielkości kebaby w… no, tak – zagadka rozwiązana. W picie, tylko pozawijanej i zgrillowanej. I było to pyszne. W środku paski wspaniałej, soczystej baraniny, surówki i średnioostry sos. Może nie było to bardzo nasycające, ale za 6 zł dostaniecie naprawdę pysznego kebaba. Tak akurat na mały głód. Kolejny punkt dla Saray Kebab – jakościowo są niezrównani. Jeśli dodać  do tego niewygórowane ceny, duży wybór dań, wspaniałą obsługę, fakt, że lokal czynny jest cała dobę – ciężko będzie komuś w temacie tureckiej kuchni w Kielcach zawalczyć. O ile zamierza karmić dobrze. Bo jednak miejsca, które powinien pochłonąć mrok ciągle funkcjonują. Ale ja mam swoje miejsce i będę do niego wracał. Choć i tak wolę kebab w tym prawdziwym, tureckim przaśnym chlebku :)

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Smak dzieciństwa, czyli Aleksandra poleca zapiekanki na krakowskim Kazimierzu

Zaprawdę powiadam Wam, że orgazm w środku miasta to nie grzech

2 komentarze

Dodaj komentarz