close
Aschette na tropie, czyli kolejne zmagania z zupą botwinkową

Aschette na tropie, czyli kolejne zmagania z zupą botwinkową

0udostępnień

Dziś Aschette ponownie o botwinkowej. Czy tym razem udało jej się znaleźć smak doskonały lub choćby zadowalający? Tego dowiecie się z poniższej recenzji:

Poprzedniespotkanie z zupa botwinkową w jadłodajni Tempo na jakiś czas zniechęciło mnie do tej pysznej zupy, jednak ciekawość wzięła górę i postanowiłam sprawdzić jak mają się zupne sprawy u konkurencji w Sprincie.
A mają się średnio. Zupa kosztuje 3,60 zł. Wygląda przepysznie – jest bardzo gęsta, z mnóstwem ziemniaków pokrojonych w kosteczkę (u Polakowskiego są to duże połówki kartofli, które samemu rozdrabnia się na kawałki) i bardzo dużą ilością marchewki (dla mnie minus). Jak na prawdziwą botwinkową przystało w składnikach dominowała botwina i buraki.
 
 
 
Po pięciu łyżkach zupy czułam się maksymalnie najedzona a to za sprawa ogromnej ilości wspomnianych wcześniej ziemniaków, marchewki i buraczków. Jeśli chodzi o smak. Niestety – kolejne rozczarowanie – zupa przypomina w smaku bardziej skrzyżowanie barszczu czerwonego z zupą marchewkową. Da się ją zjeść, można się najeść, ale nie jest to zupa na która wybrałabym się po raz kolejny, albo którą z czystym sumieniem mogłabym polecieć. Pamiętając jednak botwinkowa jaką dostałam w Tempie, uroczyście oświadczam – że w porównaniu z tamtą – zupa ze Sprinta jest znacznie lepsza. Tylko średnia z niej botwinkowa.
Na marginesie dodam, że poprzednio miałam okazje jeść w Sprincie pomidorową i trochę grochówki (podkradałam koledze z talerza) i obie były bardzo dobre. A tutaj rozczarowanie. Jak na razie pojedynek 2:0 dla Krakowa jeśli chodzi o zupę botwinkową.
Odbiegając od tematu głównego – muszę o czymś jeszcze wspomnieć. O obsłudze w Sprincie. Tak miłych i uśmiechniętych Pań, pozytywnie nastawionych do życia dawno nie spotkałam. Jestem pewna, że gdyby do każdej zupy dawali w gratisie jako towarzyszkę na czas spożycia taką Panią to botwinkowa ze Sprinta była by najczęściej spożywaną zupą w Kielcach.
Mogę Wam obiecać – że nie skończyłam jeszcze z poszukiwaniem, ratującej honor naszego miasta, zupy botwinkowej. Jeśli macie jakiś cynk gdzie mogę ją odnaleźć – piszcie. 
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Smaczna ryba, gumowe kalmary i zupa rybna bez ryby, czyli relacja z Gdyni

No to cyk(l), czyli wszystko co chcieliście wiedzieć o yerba mate, ale baliście się zapytać.

Dodaj komentarz