http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/04/ónadaniowa-wyĺerka-Burger-Co-Kielce-1050x788.jpg

Arek w Kielcach, czyli wspólna konsumpcja w Burger&Co.

Arek Tysiak:

„Scyzoryk, Scyzoryk, tak na mnie wołają”, rapował niegdyś Liroy w jednym ze swoich najbardziej znanych kawałków z końca pierwszej połowy lat 90. Było to na długo przed objęciem przez artystę mandatu poselskiego i zapewne sam Piotr Marzec, bo tak nasz buntownik się nazywa, nie myślał nawet wtedy, że zwiąże się z polityką. Dziś jest mniej wulgarny, nie rapuje z mównicy i jak głoszą plotki, całkiem nieźle się w parlamencie odnalazł. Nie mniej obraz Kielc, jaki Liroy wytworzył w mojej głowie w latach szczenięcych, gdy słuchało się jego muzy ukradkiem, nie do końca jeszcze rozumiejąc przekaz, przedstawiał miasto jako pełne przemocy, z którego wprost śmierdziało trupem. Wizja ta trzymała się mnie aż do roku 2009, gdy w obstawie wylądowałem w Kielcach na imprezie cygarowej, zorganizowanej zresztą przez Żorża w prowadzonym przez niego lokalu. Po wyjściu w nocy na miasto, nikt nie wbił mi noża w gardło, nie groził mi śmiercią, ani rozczłonkowaniem, za to kieleczczanie okazali się naprawdę spoko ludźmi. Po ośmiu latach przerwy, moja noga znów stanęła w legendarnym mieście scyzoryków, tym razem w celach służbowych. A jak Kielce to Ojciec Żywiciel – Żorż. Messenger, siema będę, jemy. Skończyłem poranną pracę, telefon, siema siema, idziemy. Spotkaliśmy się pod pewnym, dobrze znanym w mieście lokalem, znajdującym się przy całkiem przyjemnym dla oka rynku. Oczywiście dojście do dobrej michy wskazał Żorż, który miasto zna od podszewki i z niejednego pieca chleb jadł, czy jak to się tam mówi o miłośnikach żarcia. Pierwotnie mieliśmy rozpocząć konsumpcję od godziny 11:00, lecz ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, miejscówka była dawno otwarta dla gości. Jaka miejscówka pytasz? No jakże jaka, tak jak wcześniej napisałem…a nie, nie napisałem. Przepraszam, palce mnie zawiodły, pociekły gdzieś po klawiaturze, podczas pisania nazwy. Burger & Co.

Żorż zachwalał, w samych superlatywach lokal przedstawiał, aż jeszcze trzeciego osobnika do żarcia ze sobą przywlokłem. W ogóle zauważyliście jak wcześnie otwierają interes? Nie bez powodu. Każdy strudzony wędrowiec, potrzebujący kopa energetycznego i spragniony białej kawy, znajdzie w Burger & Co. porządną dawkę kalorii od samego rana. Burgery stanowią tak naprawdę około 1/3 całego menu. Otwierają je śniadania i to takie na bogato, a co ważne, całkowicie zróżnicowane kompozycyjnie, od lekkich, typu bułka maślana, twarożek, świeże warzywa pod prawdziwe angielskie atomówki, niszczące głód na niespotykaną skalę.

Część drugą menu poświęcono kanapkom z pulled pork i pastrami. Nie muszę nikomu przedstawiać tych specjałów. Ostatnią część stanowią buksy i dla nich tutaj przyszedłem. Znaczy, może nie tak znowu ostatnią, bo są jeszcze fryty czy skrzydełka do zamówienia, lecz to tylko fragment karty. Buks mnie zbawi! Rozsiedliśmy się wygodnie, wnętrze proste, całkiem przyjemne, menu już na stołach, bardzo czytelne za co plus. Przesympatyczna kelnerka przyjęła od nas zamówienie. Na dobry początek biała kawa, podana w wysokim kubku, jak w szkolnej jadalni. „Zobaczysz, jak podadzą buksa”, rzucił Żorż. Wjechał. W blaszanej misce. Wysoki kubek bez ucha i blaszana miska. Znam! Przecież to jak bar mleczny. Dużo i tanio, ale czy smacznie? Michę wypełniał stos frytek, a pośród nich, niczym arabski możnowładca wśród swego haremu, leżał burger. Nigdy nie widziałem takiego podania. Frytek cała góra. Wiecie co jest w nich pięknego? Zrobione z całych ziemniaków w skórkach, usmażone na miejscu w głębokim tłuszczu i idealnie dosolone. Póki co najlepsze z jakimi spotkałem się w tego typu lokalach. Klasa.

Burger, który przedstawił mi się jako Smokeyburger, postraszył mnie najpierw dzidą, a żeby sobie oka nie wykłuć, musiałem drania rozbroić. Jeszcze rzut okiem na bebechy. Wizualnie nie mogę się doczepić. Jest ładny kotlet w wersji lux, czyli 180 g wołowiny, ser wędzony cudnie rozpuszczony, bekon zgrillowany, nie szczędzili plastrów, dla odmiany ogórek konserwowy, cebula karmelizowana i dużo sosu BBQ, plus kapka firmowego. Tylko liść sałaty mierził mnie nieco w oczy, ale ogólnie okej. Buła maślana, duża, miękka, opieczona w środku, by nie chłonęła soków. Gites mocno. Zamykam pacjenta, myk i bydlak wylądował w kilku warstwach serwetek. Wiedziałem, że będzie pluł sokiem dzięki średniemu stopniowi wysmażenia, mocy warzyw i sosów, wolałem się zabezpieczyć. Gryz. Mmm. Gryz dwa. Dobre! Inne! Smokeyburger uraczył mnie bardzo ciekawą mieszanką smaków, bo i słodka cebulka karmelizowana, obok kwaskowe, octowe ogórki konserwowe, wyraźnie słony ser wędzony, mocno dymny, niezwykle gęsty sos BBQ, a w kotle dobrze doprawiona, smaczna wołowina. Wszamałem z dziką radością, dobiłem frytkami, kawka na popych.

Mało nie eksplodowałem, a tu Żorż skrzydełka domawia. Dostaję zaszczyt, wybrania ich wersji. Pada na Jerk, mnie natomiast pada się na ryj. Pyk, na stole pojawia się talerz z sześcioma skrzydełkami. Czerwonawy sos w którym je przygotowano posypany jest szczypiorem, cebulką i sezamem. Ostatkiem sił sięgam po sztukę, gryzę, wyłapuję sygnał od żołądka, że za chwilę może być kiepsko, przepełnienie totalne. Mimo to zjadam skrzydełko i nie żałuję tej decyzji. Mięsiwo super przygotowane, samo odchodziło od kości, a sos, słodkawy, nieco pomidorowy, choć czerpiący również z BBQ, doprawiony korzennie. Na pewno wyłapałem cynamon, choć mogła być tam również gałka muszkatołowa lub goździk.

Skończyliśmy, rachunek. Wiecie ile mi wyszło? 22 zł. Aż się zapytałem pani, dlaczego tak tanio, szczególnie że wdupiłem mega porcję frytek, a nie mam na rachunku. Nie doczytałem w menu, że po prostu ją dorzucają do buksa. Dla mnie bomba. Dużo, tanio, smacznie, szybko. Burger & Co to nowa definicja lokalu, łącząca bar mleczny, bo tak centralnie widzę zamysł właścicieli, z nową falą żarcia. Nie może być inaczej. Powinni mieć na drzwiach nie małą naklejkę, lecz cały klejony plakat z napisem – Street Food Polska Poleca. Podpiszę się nim obiema rencyma. Daję dychę na dychę. Za całokształt.

Żorż:

Kiedy Arek zapowiedział się w Kielcach, dzień wcześniej zacząłem pościć. Nie przepuszczę przecież okazji, by pokazać przyjacielowi kilku fajnych miejsc! Na planach się skończyło, bo jakiś czas temu skurczył sobie żołądek i jak się okazało przed wyjazdem zjadł mniej niż się spodziewałem. Zatem nasze wspólne biesiadowanie ograniczyło się do wizyty w Burger & Co.

Arek wziął burgera, o czym pisał wcześniej, ja postanowiłem spróbować kanapki z menu śniadaniowego – Croque Madam oraz kanapki Cubano, serwowanej wcześniej w Sandwich Club. Jak pewnie wiecie, SC musiał się zamknąć, ale na szczęście kanapki dostępne są nadal w B&Co. Jeszcze tylko kilka zdjęć i jemy:

Croque Madam kosztuje 12 złotych polskich i składa się z dwóch tostowanych kromek chleba, przełożonych serem ementaler, szynką, sosem beszamelowym i udekorowanych sadzonym jajem. Dodatkowo w skład zestawu wchodzi mini sałatka oraz kawa lub herbata:

Jak smakowało? Jak wszystkie śniadania w B&Co. – fantastycznie. Chleb chrupał, ser się ciągnął, szynka była soczysta, jajko rozlewało na chlebie i razem z sosem beszamelowym idealnie nawilżało całość. Sałatka także pyszna. Za 12 zł to normalnie grzech nie zamówić!

Kanapka Cubano kosztuje złotych 14 i wygląda tak:

W maślanej bułce zamknięto porcję soczystego i doskonale doprawionego pulled porka, plaster soczystej szynki, piklowego ogórka, ser szwajcarski, autorską musztardę B&Co. oraz sos chipotle. Całość eksploduje na języku soczystością i lekką pikanterią, składniki idealnie do siebie pasują, a sosy robią dobrą robotę. Osobne słowa uznania należą się maślanej bułce, która jest mięciutka i doskonale trzyma w ryzach składniki, a przy tym świetnie smakuje jednocześnie nie wysuwając swego smaku na pierwszy plan. Doskonała pozycja, na którą chętnie wrócę.

I jeszcze skrzydełka na koniec. Jadłem tam już i BBQ i Hot, więc fakt, że Arek wybrał wersję Jerk bardzo mnie ucieszył. Niewiele mogę dodać do Jego opnii, są po prostu doskonałe, aromatyczne, mięciutkie, słodko-pikantne. Idealne. 

Pojedliśmy, popiliśmy i szczęśliwi udaliśmy się do Tapas, by porozmawiać przy cygarku. Ale to już zupełnie inna historia. 

Burger & Co. – Bodzentyńska 3/1 25-308 Kielce

Facebook: https://www.facebook.com/BurgerandCo.bar/

Pełne menu: https://www.facebook.com/BurgerandCo.bar/menu/




There are no comments

Add yours