http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/04/Wiosenny-Whopper-Burger-King-1050x788.jpg

Arek vs Wiosenny Whopper

Godzina 1:30. Dźwięk budzika świdruje mój mózg, jak sąsiad Adasia Miauczyńskiego ściany udarem w „Nic śmiesznego”. Otwieram oczy. Mimo uniesionych powiek nadal widzę ciemność, po chwili dochodzą do niej zarysy mebli w pokoju. Muszę wstać. Tak, jest pierwsza trzydzieści w nocy. Nie po południu, w nocy! Zapalam lampkę, światło chce mnie zabić. Szybki krok do łazienki, prysznic, ręcznik, wskakuję w ciuchy. Za piętnaście minut wymarsz, hajsy robić trzeba. Wymarsz, zakluczam drzwi, kierunek dworzec PKP. Zajmuję miejsce w moim przedziale i tak zaczyna się moja wyprawa. Najpierw Kraków, potem Katowice. Kończę prowadzić ostatnie szkolenie około godziny dziesiątej. Odespałem nieco w transporcie, więc organizm całkiem nieźle się trzyma. Powrót do domu dopiero za dwie godziny, tak się złożyło. Katowice. Pierwszy raz widzę je na oczy. Kompletnie inaczej je sobie wyobrażałem. Miał być brud, ruiny, a jest prosperita. Urządzam sobie małą przechadzkę, docierając do Galerii Katowickiej. Ona tu jest i czeka na mnie. Nie, nie galeria. Ona. Wypełnia mi swoją osobą wolną lukę w czasie. Zasadniczo mógłbym jej poświęcić całą recenzję, szczególnie pełnym ustom podkreślonym szminką w kolorze magenta, lecz burger ma być tu królem… od króla. Burger King nie śpi, zaskakuje ofertami. Był już wściekle czerwony hamburger, był kolejny utrzymany w duchu tex-mex, teraz przyszedł czas na wiosenne orzeźwienie. Dotychczas konsumowałem wszystkie limitowane przysmaki w Łodzi, tym razem przyszło mi zjeść absolutną nowość w Katowicach. Wyciągnąłem kupon na Wiosennego Whoppera, domówiłem chrupiące ziemniaczki w jakiejś super mieszance przypraw i kubek z dolewką. Pięć minut. Ona w tym czasie szukała czegoś dla siebie. Nalałem sobie Pepsi Max, popatrzyłem po galerii. Pana zamówienie! Zasiadamy razem przy stoliku. Ona ma sushi, ja cały męski zestaw z Burger Kinga.

Próbuję ziemniaczków. Podobne nuty smakowe, jak w tych kręconych frytach, jakie kiedyś zaserwowali. Prawdę powiedziawszy, nic specjalnego, ot zapychacz.

Czas zabrać się za króla. Odwijam go z papierka z należytą godnością, wszak do króla nie wypada podejść inaczej. Patrzę, patrzę. Ciekawy ten Wiosenny Whopper, oj ciekawy. Na pewno inny, wyróżniający się z całej oferty. Pierwsza różnica – buła. Zapomnij o jasnej, pszennej, posypanej sezamem, jaką zazwyczaj serwują we wszystkich buksach. Wiosenna jest ciemna, przypomina nieco graham, a jak ćwierkają ptaszki, wytwarzają ją na bazie pięciu ziaren: słonecznika, siemienia lnianego, sezamu, pszenicy i płatków owsianych. Do tego bułka jest chrupiąca z wierzchu, z miękkim, smacznym, delikatnie słodkawym wnętrzem.  Zmiana zdecydowanie na plus i nie ukrywam, podoba mi się. Kolejna różnica – ilość warzyw. Plastry zielonego ogórka, pomidora, rwane liście sałaty lodowej i krążki chrupiącej cebulki, krojone ponoć przed podaniem burgera, nie są już nic nieznaczącym dodatkiem. Wypełniają pół burgera, nadając mu świeżości, a w połączeniu z ciemną bułką, całość wygląda po prostu zdrowo. Kotlet spory, klasyka limitowanych Whopperów. Całkowita dla mnie nowość to sos jogurtowo-pieprzowy. Podobne rozwiązanie zastosowała raz konkurencja w jednej ze swoich kanapek, co jednak finalnie smakowało bardziej śmietaną, nie dostarczając przyjemności kubkom smakowym. Nic, trzeba się z Wiosennym Whopperem zmierzyć wreszcie. Kończę oględziny buksa, nie przerywając oględzin mojej Onej.

Gdy zajada się kolejnymi kawałkami sushi, ja wgryzam się w mój łakomy kąsek, przeżuwam, znów gryzę to z jednej, to z drugiej. Kubki smakowe wysyłają do moje mózgu telegram o treści „Dobre. Stop. Świeże. Stop. Wiosna. Stop. Panie. Stop.”. To najświeższy burger jaki w życiu jadłem. Moc warzyw, ciemna buła, klasycznie smaczny kotlet, dobrze doprawiony, a dla złamania delikatnego, rzeczywiście jogurtowego sosu, kapka ketchupu. Zjadłem, pogadałem, pośmiałem się, Ona odprawiła mnie w kierunku dworca, miło. Naprawdę miło mi się obcowało. Z nią i z nim. Wiosenny Whopper zdecydowanie dodał mi sił, nie zamulił, ale zarazem nakarmił. Świeżo, smacznie, inaczej. Kciukam mocno, by ciemna buła trafiła do standardowej oferty i była do wyboru choćby przy zwykłym Whopperze. Niech się zacznie rewolucja. Buksa oceniam w mojej fast foodowej skali na 9/10. Mimo że jestem zadeklarowanym mięsożercom, połączenie z dużą ilością warzyw, ciemną bułą i delikatnym sosem, okazało się strzałem w dziesiątkę. Znaczy, w dziewiątkę na skali. Oferta limitowana, kończy się wraz z 16 maja, więc biec i jeść. C’ya.

Arek Tysiak




There are no comments

Add yours