close
Arcysmaczna kaczka, kruchy łosoś i inne pyszności, czyli wizyta w Hanaya Sushi

Arcysmaczna kaczka, kruchy łosoś i inne pyszności, czyli wizyta w Hanaya Sushi

0udostępnień

Moja żona, jako maniakalna wręcz miłośniczka sushi, bierze udział we wszystkich konkursach organizowanych przez „suszarnie”. I pewnego dnia – FANFARY! – wygrała voucher do kieleckiej Hanaya Sushi. Ja maniakiem sushi nie jestem, lubię, ale nieprzesadnie. Przejrzałem jednak menu i okazało się, że oprócz wielu odmian sushi Hanaya serwuje także inne dania kuchni wschodniej. Nie ukrywam, że do wizyty w lokalu przekonała mnie  ostatecznie obecność w karcie kaczki, którą uwielbiam. No więc jedziemy.

Hanaya Sushi mieści się w kieleckiej Galerii Korona, malutki lokalik na 4 stoliki dwuosobowe i jeden czteroosobowy. Od wejścia powitała nas przemiła pani, żona się przedstawiła, powiedziała że chcemy zrealizować wygraną – żaden problem, zapraszam do stolika. Dopytaliśmy tylko, czy możemy dopłacić, gdy wartość zamówienia przekroczy wartość vouchera – żaden problem. Jak tak, to tak – zamawiamy.

 

Na początek coś do picia – żona smakową zieloną herbatę Richmond (8 zł), ja sok aloesowy (6 zł). Sok okazał się dla mnie objawieniem. Aloes kojarzyłem dotąd ze smętnie zieloną, mało atrakcyjną rośliną na oknie. Fakt, że jest to roślina lecznicza dodatkowo zniechęcał mnie do spróbowania (znacie jakieś smaczne lekarstwo? No dobra, spirytus z miodem to wyjątek.). Nie przypuszczałem, że ten słodki napój o konsystencji wodnistej galaretki, w której pływały kawałki rośliny może być taki smaczny!

Na przystawkę wzięliśmy Yaki Gyoza – smażone pierożki mięsne z sosem ponza (6 szt. 14 zł). W międzyczasie jako czekadełka podano nam sałatki:

 

P1010807

 

Ogórek, papryka, szczypior, kapusta pekińska, sos i mnóstwo ziaren sezamu. Chrupiące, słodkawe warzywa w połączeniu ze słonym sosem i ziarnami sezamu zaostrzyły nasz apetyt.  Pyszne to było i zjedliśmy z przyjemnością.

Po chwili na stoliku zjawiły się pierożki:

 

P1010808

 

Podane w towarzystwie sosu słodko-kwaśnego i surówki z sosem majonezowym. Ciasto cieniutkie jak pergamin, chrupiące, kryło w środku gorące, soczyste nadzienie z mięsa i warzyw. Nie udało mi się niestety zrobić zdjęcia środka, bo zanim o tym pomyślałem było już po wszystkim. Po pierożkach znaczy. Bardzo fajna, lekka i smaczna przystawka.

 

Nadeszła pora na dania główne. Zdecydowaliśmy się na dwie różne potrawy, żeby jak najwięcej spróbować. I tak żona moja zamówiła Teriyaki Sake, czyli grillowany stek z łososia w sosie teriyaki, serwowany z prażonymi warzywami oraz pianką cytrynową (32 zł), ja początkowo miałem zamiar wziąć Oyo Komo (Pieczona pierś z kaczki w sosie teriyaki z pomarańczą oraz sałatką mikusu yasai – 39 zł), ale posłuchałem rady obsługującej nas pani, która poleciła mi danie ze specjalnego menu jesienno – zimowego, czyli Komo Tempura – pierś kacza smażona w tempurze, podana w sosie limonkowo – imbirowym (45 zł). Dodatki, jak ryż czy ziemniaki domawia się osobno, my zrezygnowaliśmy z nich, ponieważ każde danie gorące podawane jest z surówkami.

Najpierw łosoś:

 

P1010811 P1010812

 

Porcja nielicha, bo 400 g. Sam łosoś genialnie kruchy, ale soczysty, maczany w sosie teriyaki nabierał słodkawego posmaku. Przełamywaliśmy tę słodycz warzywami i chrupiącymi płatkami migdałów. Pianki nie zauważyłem :) Generalnie danie sycące, ale bardzo lekkie, więc osoby dbające o linię mogą jeść z czystym sumieniem ;)

 

O kaczce napiszę więcej, niż o łososiu, bo była to zdecydowanie najlepsza kaczka, jaką do tej pory jadłem. Amen.

 

P1010814 P1010815 P1010816 P1010817

 

Mięso z jednej strony pokryte skórką, która została obsmażona w tempurze, przez co z tej strony pierś była niesamowicie chrupiąca, natomiast reszta mięsa była taka jak lubię – zwarta, ale miękka i bardzo soczysta. Skrojone w plastry mięso okazało się doskonale doprawione, słodkawo – kwaskowy  sos, w którym czuć nuty imbiru i kawałki pomarańczy rewelacyjnie podkreślały smak kaczki. Fajnie komponowała się surówka, którą od czasu do czasu przegryzałem mięso. Dominowała w niej marchewka i kiełki, które dodawały potrawie rześkości. Powiem raz jeszcze – najlepsza pierś kacza, jaką do tej pory jadłem.

 

Mimo iż byliśmy najedzeni, nie mogliśmy sobie odmówić spróbowania sushi. Na szczęście okazało się, że można zamówić  połowę porcji. Wzięliśmy więc 4 sztuki California Maki – Shiro Rolls (Łosoś, serek Philadelphia, ogórek, sałata panierowane w prażonym sezamie). Cena za 8 szt. to 29 zł.

 

P1010818 P1010819

 

Bardzo estetycznie podane na drewnianej deseczce w towarzystwie dwóch sosów, imbiru i piekielnie ostrego wasabi. Powtórzę – PIEKIELNIE ostrego. Nie będę ściemniał – zatkało mnie. Spodziewałem się ostrości porównywalnej z tą, jaką oferuje wasabi, które można kupić w sklepie. Zostałem jednak potraktowany oddechem Akumy, japońskiego demona ognia. Kiedy doszedłem do siebie spróbowałem jeszcze raz, teraz już przygotowany. I powiem Wam, że smak tego wasabi jest świetny – ostry, palący, cierpki i świeży jednocześnie. Shiro Rolls smakowały nam bardzo, łosoś, serek i ogórek to trio kapitalnie się uzupełniające, sałata nadawała świeżości, a miłym finiszem był prażony sezam. W sumie gdybyśmy wzięli pełną porcję to też zjedlibyśmy, bo było to bardzo smaczne.

Na koniec poczęstowano nas jeszcze marynowanymi owocami:

 

P1010822 P1010823

 

Podsumowując: Hanaya Sushi to miejsce, gdzie jedzenie stoi na najwyższym poziomie. Ja na pewno wrócę na sushi i spróbować zestawów lunchowych (dostępne w godzinach 10.00 – 14.00). Wszystko co zjedliśmy było pyszne, obsługa na medal, a kaczka wybitna. Polecam.

 

Krowa na Deptaku, czyli nowe burgery w Szczecinie

Tanie nuggetsy, czyli Michał na Pradze

Dodaj komentarz