http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/12/WP_20131202_002.jpg

Anka Poznanianka przywiązuje wagę do jedzenia, czyli o jedzeniu na wagę w Olimp (Poznań City Center).

Szał przedświątecznych zakupów zaczął się na dobre. Galerie handlowe pękają w szwach, wszyscy szukają czegoś, co zachwyci innych, jednocześnie licząc, że dostaną na Gwiazdkę to, o czym sami marzą (a potem portale aukcyjne zalewa fala niechcianych prezentów sprzedawanych za grosze). U mnie też jest taka tradycja, że na każdego (nawet na mojego jaszczura Franciszka) musi czekać coś pod choinką, więc po pracy ruszam do galerii, spotkać może jakieś prezentowe inspiracje na swej drodze. A że głód doskwierał, to najpierw idziemy do strefy gastronomicznej, bo co to za zakupy z pustym brzuchem? Standardowo McDonalds, KFC, BurgerKing i inne takie, jak to zwykle bywa w takich miejscach. Ale na rogu widzę Olimp „przywiązujemy wagę do jedzenia”, 3,29zł za 100gram. Zwykle pozytywnie odbieram takie miejsca (a Olimp mi się tak jakoś „bosko” kojarzy), więc idę.

Na pierwszy rzut oka – dla każdego coś miłego. Wszystko wygląda całkiem obiecująco, jednak zauważam pierwszy minus, czyli brak tabliczek z informacją, co leży w ladzie (frytki każdy rozpozna, ale już czym faszerowane są pierogi – niekoniecznie). Tylko pojedyncze etykiety informowały, co szef kuchni dziś poleca. Wszystkie potrawy proste i klasyczne – grillowany filet z kurczaka, pulpety, gołąbki, lasagne, pizza, ryba w cieście, ryba panierowana, pierogi, ryż, kasza, frytki, kilkanaście surówek i sałatek. Żadnych nietypowych rarytasów, ale na pewno wybierzecie coś dla siebie. W kolejce tylko dwie osoby, co w porównaniu z McDonaldem (gdzie stało z 30 osób) nie wróży temu miejscu dobrze. Ale zaryzykuję. Wrzuciłam kilka różności, moja M. zupełnie coś innego niż ja, więc wszystkiego spróbujemy.

 

WP_20131202_001 WP_20131202_002 WP_20131202_003

 

Jak to kobieta – uczucia mam mieszane. Ale do rzeczy. Filet z kurczaka delikatnie przyprawiony, niemal jałowy, ale trochę za suchy (sos by się może jakiś przydał?). Surówki super, dobrze przyprawione, dobre sosy/dressingi, od klasycznej zasmażanej domowej kapusty po sałatkę z szynką, serem i tysiącem warzyw i sosem majonezowym. Gotowane brokuły i kalafior smaczne, co najważniejsze nie były przegotowane. Pierogi opisane były „ze szpinakiem”, a okazały się z mięsem. Hmm, gdybym była marudą (a przecież nie jestem), albo wegetarianką to bym się wkurzyła i oczywiście ich nie zjadła. Ale te były naprawdę smaczne, pikantny farsz mięsny, moja babcia podobny robiła. Nie były wysuszone ani twarde, do tego podsmażone na masełku. Super. Oprócz tego frytki, ziemniaki, ryż, zupełnie przyzwoite i dobrze uzupełniały obiad. Ale ta sałatka gyros, czy cokolwiek to było? Strzeżcie się. Nie, nie, nie jestem taka, że MUSZĘ się do czegoś przyczepić, ale naprawdę była fatalna. Większą jej część stanowiła kupna mieszanka mrożonych warzyw, kompletnie bez smaku, marchewka gorzka, fasola i kukurydza nawet nie odsączone dobrze z puszki, żółty ser chyba nigdy nie stał nawet obok sera, a szynka smakowała jak mielonka (a miała chyba udawać kurczaka). Okropny sos zwieńczył kęs, który włożyłam do ust, po czym resztę tej mieszanina odłożyłam na najdalszy zakamarek talerza. Za całość zapłaciłam 16zł, czyli przyzwoicie. Biorąc pod uwagę fakt, że to JA decyduję, ile surówki i ile mięsa znajdzie się na moim talerzu (a lubię decydować prawie o wszystkim), to mogę tyle zapłacić.

Znaczna część jedzenia w Olimpie była zupełnie zjadliwa, pierogi wręcz świetne. Jakbym wiedziała o tym od razu to nałożyłabym ich sobie dużo, dużo więcej. Ale tego nie wiesz, póki nie spróbujesz i tu jest pies pogrzebany. Gdybym wybrała sieciowego fast fooda to mam pewność, że ZAWSZE dostanę to samo, smak kanapki znanej od lat się nie zmienił. A tu jest trochę jak na loterii, trafisz dobrze, albo nie za dobrze. Ja raczej nie mam szczęścia i jak to zwykle bywa, to akurat mnie trafiła się ta przeokropna sałatka, której smak nadal nie daje o sobie zapomnieć. Może wśród potraw, których nie spróbowałam znalazłoby się drugie takie nieszczęście… Pozostawiam to Wam do sprawdzenia.

 

Kontrolę nad wagą sprawowała Anka Poznanianka.

 




There are no comments

Add yours