close
Amarillo. W krainie westernu i steków. I zakopanych Cadillacków.

Amarillo. W krainie westernu i steków. I zakopanych Cadillacków.

0udostępnień

To miejsce kusiło mnie długo przed wyjazdem. Najpierw przeczytałem o nim w kapitalnej książce Doroty Warakomskiej „Droga 66”. Później wyszukałem ich stronę i… oszalałem. Królestwo kiczu! Steki! Dziki Zachód! Yeah! Chcę tam być! A więc The Big Texan Steak Ranch. Napisałem o królestwie kiczu. Oto dlaczego tak myślę:

Uwierzcie mi, że zdjęcia nie oddają nawet połowy tego klimatu panującego w środku. Ale ostatecznie przyszliśmy tam zjeść steki. Big Texan Steak Ranch słynie z nich na całe Stany, szczególnie znani są z Big Texan 72 oz Steak Challenge, polegającego na zjedzeniu steka (72 oz., czyli 2.1 kg) w ciągu godziny. Zastanawiałem się, czy nie wystartować, ostatecznie odpuściłem sobie, bo do steka dostajemy jeszcze shrimp coctail, pieczonego ziemniaka, sałatkę, pieczywo… Może i dałbym radę mięsu, ale dodatkom już na pewno nie. A zjeść trzeba cały zestaw. Stek przed obróbką cieplną wygląda tak:

Cała zabawa zaczęła się w 1960 roku, kiedy Route 66 przestała odgrywać już dominującą rolę na rzecz autostrad, a większość miasteczek przy niej położonych popadało w ruinę i zaczęło się wyludniać. W tymże roku Bob (RJ) Lee otworzył w Amarillo hotel i restaurację. Po dwóch latach zauważył, że turyści, jacy zatrzymują się u niego na jedzenie patrzą z podziwem na oryginalnych kowbojów, którzy w piątkowe wieczory po wypłacie zabawiali się nie tylko piciem piwa, ale też zjadaniem ogromnych ilości mięsa, często rzucając sobie wyzwania. Wpadł wtedy na pomysł, który przyniósł mu nie tylko sławę, ale i pieniądze i napędził do miasta turystów.

Przysiadł się do stolika kowbojów i zaproponował, że jeśli zrzucą się po 5$ (butelka piwa kosztowała wtedy 25 centów) będzie donosił z kuchni steki, a ten, kto ostatni zostanie na placu boju zgarnia cała pulę. Zasady były proste – kto zostawi na talerzu chociaż okruszek – odpada z gry. Jeśli się pochoruje – odpada. Jeśli będzie pomagał koledze – odpada. Zaczęła się zabawa. Jeden z kowbojów przejął prowadzenie, pożerając dwa steki w dziesięć minut. Następnie uprzejmie poprosił o sałatkę i koktajl z krewetek podane z trzecim stekiem. Zjadł steka i dodatki, a potem… poprosił o czwarty stek do którego zamówił pieczone ziemniaki i bułkę. Dość szybko uporał się ze swoim zamówieniem i … zażądał piątego steka!
Gdy godzina dobiegła końca, ten kulinarny superman zjadł w sumie steki ważące łącznie 4 i 1/2 funta (czyli 72 uncje), pieczone ziemniaki, koktajl z krewetek, sałatkę i bułki. Pełen uznania dla tego wyczynu, przy brawach rozentuzjazmowanego tłumu widzów,  Bob Lee stanął na krześle pośrodku jadalni, aby ogłosić, że „od tego dnia każdy, kto da radę zjeść cały taki zestaw w ciągu jednej godziny – dostaje go ZA DARMO”.

Jak pisałem, odpuściliśmy sobie challenge, ale nie przyjemność zjedzenia dobrych steków. Maciek wziął ważący 18 uncji (ok. 510 g) Ribeye Dallas Cut w zestawie z pieczonym ziemniakiem z dodatkami i sałatką Cezar, ja wybrałem ważący  16 uncji (ok. 454 g) Big Texan Strip z rostbefu w zestawie z mashed potatoes i beef steak tomatoes.

Jeśli chodzi o dodatki, to sałatka okazała się smaczna, co prawda bez kurczaka, ale jako dodatek do półkilogramowego steka akurat…

… beef steak tomatoes to po prostu połówki zgrilowanego pomidora podane ze świeżym jalapeno i czerwoną cebulą – również pasowały do mięsa.

Mashed potatoes with gravy – uwielbiam je, kremowe puree z sosem mogę jeść codziennie. Mój rostbef wysmażony rare był przepyszny, mięso delikatne, dobrze wysezonowane, mięciusieńkie i soczyste.

Maćkowy ribeye to także górna półka. Wszystko, co napisałem o swoim steku miało odniesienie do jego Dallas Cut. Loaded baked potato to doskonały, ale bardzo sycący dodatek – pieczony ziemniak do którego dostaliśmy śmietanowy sos, tarty cheddar, masło i kruszonkę bekonową. Poezja.

Podsumowując: to były najlepsze steki, jakie zjedliśmy podczas całej wyprawy. To były także jedne z najlepszych steków, jakie jadłem do tej pory. Jeżeli kochacie mięso, to zaplanujcie sobie wizytę w Amarillo. Big Texan Steak Ranch to miejsce, do którego chętnie wrócę, jeśli tylko będę w pobliżu Texasu.

A jeśli interesujecie się sztuką, to kilka minut samochodem dalej traficie na coś, co chyba tylko w USA można spotkać. Cadillac Ranch:

Big Texan Steak Ranch – https://www.bigtexan.com

Partnerami wyprawy są:

Dobre z Lasu

 Polsko – Słowacka Unia Kredytowa.

Patronat medialny nad wyprawą objął Dziennik Związkowy z Chicago.

 

Dallas. Wursty, Schnitzel i BBQ Platter

(Bardzo) Dobre śniadania w Kielcach

Dodaj komentarz