A po mszy idziemy na Makarun

Dzisiaj Don Armando opisze Wam, jak zgłodniały katolik może w Krakowie głód zaspokoić. Zapraszam do lektury :)

Dobra Msza Święta potrafi dać człowiekowi w kość. Szczególnie tu w Kościele Nawiedzenia NMP w Krakowie proboszcz zapewnia intensywną godzinę duchowego treningu, po którym nawet wprawiony katolik może doznać „zakwasów” dnia następnego. Ciężki trening też ma to do siebie, że spala sporo kalorii, przez co może zaburczeć w brzuchu… taki to właśnie los mnie spotkał na popołudniowej mszy tej niedzieli. Wycisk ze strony proboszcza był tak duży, że z trudem dotrwałem do ogłoszeń duszpasterskich. Nogi mi drżały, z czoła spływał pot, a z mojego wnętrza wydobywał się głośny odgłos głodu. Wiedziałem, że w kościele tego demona nie poskromię, dlatego czym prędzej wybiegłem na ulicę Karmelicką w celu odnalezienia szybkiej pomocy.
Ku mojemu zbawieniu, tuż za Rajskiej rogiem, stała budka, a w niej niewiasta, która obiecała zaspokoić moje pragnienia, w wybranej przeze mnie pozycji… Długo nie rozmyślając wybrałem klasycznie, czyli tą, która chyba większość lubi najbardziej, czyli Spaghetti Bolognese w wersji standardowej (bez dodatków jelapeno, oliwek, ani sera). Spośród makaronów do wyboru jeszcze Funghi (raczej na post;)) oraz Mexicano. W menu ponadto trzy sałatki, napoje i nic więcej… Prosto i czytelnie.
Po niecałych 3 minutach otrzymałem firmowe pudełeczko z 350g (wg menu) wybranego przeze mnie Spaghetti. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak gęsta zupa, ale to przez sporą, wierzchnią warstwę sosu. Pod jego pokrywą spoczywał „czysty” makaron. Przed rozpoczęciem konsumpcji wypada sobie danie wymieszać, jednak dla potrzeb tego badania pozwoliłem sobie na mały perwers tj.  wygrzebać kilka spaghett’ków bez sosu. Makaron był chłodny, prawie nie zlepiony, miękki, a co najważniejsze – świeży. Ugotowany był dobrze. Po wymieszaniu całe danie było mocno ciepłe, dlatego też nie ma co się czepiać temperatury makaronu. Sos był mocno pomidorowy, dobrze doprawiony, lekko słodki (co akurat nie każdemu może przypaść do gustu). Oprócz sosu i makaronu w daniu możemy odnaleźć dobrze wysmażone, świeże mięso mielone (nawet kilka większych kawałków:)). Wszystkie składniki są w względnie odpowiedniej ilości. Pod względem jakość, smaku i zapachu danie jest naprawdę dobre! Chociaż żałowałem, nie dobrania dodatku w postaci żółtego sera, który mógłby wzbogacić smak (pod warunkiem jego odpowiedniej jakości i rodzaju).

Gorzej ma się sprawa z samym jedzeniem tego dania. Ciężko jest je zjeść w ruchu (pieszo), w pobliżu nie ma miejsc siedzących ani nawet miejsc przystosowanych do konsumpcji, a w kościele trochę nie wypada… Pudełeczko jest wygodne, ale dość wąskie przez co trzeba się trochę nagimnastykować samym widelcem. Danie zjadłem z apetytem w około 900 m. Na szczęście dostałem do posiłku chusteczkę… Danie zdecydowanie do spożycia w miejscu, co może stanowić pewny minus dla co niektórych fast-food-style’rów.
Czy to po ciężkiej Mszy Świętej, czy przechodząc ul. Karmelicką, 350-gramowa porcja Spaghetti Bolognese za 5,40zł jest wydatkiem godnym i wystarczającym na zaspokojenie średniego głodu. Danie jak na taką cenę jest naprawdę „uczciwe”. Co najważniejsze przygotowane ze świeżych składników co jest wyczuwalne podczas jedzenia. Na pewno jest też zdrowsze od typowych fast foodów. Trzeba sobie tylko zorganizować miejsce do konsumpcji, bo przy lokalu (budce) nie ma nawet stolika barowego.


Smak   4+/6

Podanie  4/6

Obsługa  4/6

Lokal     3/6


Autorem zdjęć i tekstu jest Don Armando. Poglądy zawarte w recenzji są prywatnymi poglądami Autora.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



There are 11 comments

Add yours
  1. lorraine

    Zaskakująco duży nacisk w tej recenzji jest położony na tę część kościelni-katolicką. Początek to wręcz recenzja mszy a nie jedzenia. Moim zdaniem recenzja kulinarna to nie miejsce żeby ludzi atakować swoimi przekonaniami religijnymi. No a na koniec oczywiście nawiązanie do posłanki Grodzkiej w stylu katolickim czyli pozbawione szacunku i obrzydliwe w wymowie.

  2. lorraine

    Lekkość i przymrużenie oka to całkiem zgrabna fasada, za którą są ukryte poglądy Autora (dla mnie nie do przyjęcia rzeczywiście).
    Czytając recenzję miałam świadomość tego sprytnego zabiegu.
    I o ile jeszcze recenzja obrzędów religijnych jakoś by uszła to wycięty fragment był poniżej krytyki i pod płaszczykiem lekkości i żarcika siał paskudne treści.

    Żorż – czemu niezręcznie? To Twój blog, Ty ustalasz zasady, Ty pilnujesz porządku i ustalasz pewien poziom pisania.
    Jeśli Autor chce się dzielić swoimi światopoglądowymi przekonaniami może to robić w innych, przeznaczonych do tego miejscach, nie zatruwać blog o jedzeniu na mieście.

    Kontrowersje rzecz dobra bo napędzają czytelników i komentarze ale chyba bardziej na miejscu byłyby kontrowersje okołokulinarne a nie polityczno-religijne ;)


Post a new comment